Top

A za fasadą syf

sobota, 30 sie 2008. Autor: Kasjer 

Za tydzień, dwa definitywny koniec sezonu turystycznego. Branża psioczy, bo rok był kiepski. Turystów mniej o około 30 proc. i to od Małego Jezioraka po Wielkie Jeziora. Przyczyna? Mocna złotówka, która zachęciła do wyjazdów zagranicznych. Polska stała się droga (nawet bardziej dla obcokrajowców), w dodatku jest śmierdząca i brudna. Tygodnik Wprost w zaprzeszłym numerze, wali ostro, i słusznie na Mazurach obwinia właścicieli hoteli i pensjonatów, którzy wobec gości prowadzą politykę rabunkową. Za każdą wizytę w portowym szalecie – czytamy w tygodniku – skleconym z dwóch starych szkolnych ławek turysta wyłoży 2 zł, a gdy przyjdzie mu wziąć prysznic (bo po wykąpaniu się w jeziorze cuchnie jak śnięty sandacz), wybulić nawet 10 zł (autentyczna cena za korzystanie z prowizorycznego prysznica na polu namiotowym w Giżycku). Na szczęście jego dziecko jest jeszcze małe i całe mieści się do umywalki, a korzystanie z niej kosztuje jedyne 4 zł.

W Giżycku biznes próbowali rozkręcić Borys Szyc i Kai Schoenhals, mąż Katarzyny Figury Nad  jeziorem otworzyli  tawernę Kompasport. Podczas otwarcia – jeszcze przed sezonem – piwo smakował tam Olivier Janiak, muzyczne dania serwował Michael Moritz, mąż Pauliny Młynarskiej. Knajpa długo nie podziała. Zamknął ją sanepid bo nie było porządnego kibla.
Czemu tak jest, że jak Polska długa i szeroka wszędzie występuje ten sam problem. Nawet na rynku gospodarnego Poznania nie ma publicznych toalet. Podobnie w prawie niemieckim Wrocławiu. To samo w Olsztynie. W witrynach kawiarni i restauracji wszystko mówiące wywieszki: toaleta dla osób z zewnątrz 10 zł (na zdjęciu obok, wywieszka z olsztyńskiej knajpy Highlander). Na starówce restauratorzy wpadli na sensowny pomysł i otworzyli wzdłuż Łyny knajpy plenerowe. W ciepłe wieczory trudno tam o miejsce przy stoliku. Jeszcze trudniej skorzystać z WC. W Werandzie Grill, na kilkadziesiąt stolików wewnątrz i na zewnątrz, jest jedno tzw. oczko. Drzwi się nie domykają, kurek urwany, resztki papieru – słowem syf. W czasie czwartkowych koncertów  szantowych widzowie przestępują z nogi na nogę. Nic więc dziwnego, że pod osłoną nocy walą za potrzebą w pobliskie krzaki. Następnego dnia śmierdzi jakby Łyna była korytem ściekowym. Stare centrum Olsztyna, Torunia lub Gdańska już właściwie niczym nie ustępują zachodnim miastom. Kolorowe wystawy, odnowione elewacje, mnóstwo kafejek, restauracji, ruch i zgiełk. Ale to tylko fasada, za nią nie ma nawet przyzwoitego WC.

A za fasadą syf…

Komentarze

1 komentarz do “A za fasadą syf”
  1. helikopter pisze:

    Problem dotyczy szczególnie imprez masowych w olsztyńskim amfiteatrze. Podczas poniedziałkowego koncertu były tłumy widzów w amfiteatrze i … osób załatwiających potrzeby fizjologiczne na jego peryferiach!
    Panowi robili to w miarę estetycznie, ale dziewczęta…

    Na szczęscie mamy Radnych UM ze Starówki. Panowie ci – na dodatek – są równiez właścicielami lokali gastronomicznych i ogródka piwnego. Na pewno znajdą rozwiązanie i Stare Miasto przestanie śmierdzieć moczem.

    Ocena komentarza: 0
Będziemy zobowiązani za pozostawienie komentarza. Obok wypowiedzi możesz umieścić swój wizerunek. W tym celu powinieneś utworzyć konto w serwisie Gravatar.
Dziękujemy!

Bottom