Top

Olsztyński King Kong

środa, 3 wrz 2008. Autor: Barman 

To nie fotomontaż. Ten facet rzeczywiście – niczym King Kong – wlazł na czubek jednej z dwóch wież olsztyńskiego kościoła garnizonowego. Jest jedynym człowiekiem (może poza samymi budowlańcami), który wspiął się na iglicę nie korzystając z rusztowania. Olsztyński kościół garnizonowy powstał w latach 1913-1914, według projektu Ludwika Dihma. Nie są nam znane szczegóły techniczne samej budowy, ale można przypuszczać, że kopułę wraz z iglicą stawiano z wykorzystaniem rusztowań i dźwigów.  Dopiero kilkadziesiąt lat później, w latach 1970-1972 pojawili się ludzie na kopule. Ekipa remontowa, korzystając z rusztowania, wymieniała wtedy poszycie z blachy miedzianej. Ostatnim śmiałkiem, który był tak wysoko, jest olsztynianin Zbigniew Bosek (na zdjęciu).
-To było w 1990r. – wspomina Bosek. -Olsztyński Klub Wysokogórski wygrał przetarg na naprawę miedzianego poszycia wieży. Prace nie przewidywały remontu kuli i samej iglicy, ale postanowiłem wtedy wejść najwyżej jak to było możliwe.

Wrześniowego poranka 1990r. Bosek jak zwykle stawił się do pracy przy remoncie poszycia. Tego dnia zabrał jednak aparat fotograficzny, bo zamierzał odegrać rolę King Konga. Aparat dał koledze, Jerzemu Pepolowi (on też jest autorem zdjęć), szefowi Klubu, który tego dnia miał pracować na sąsiedniej wieży. Gdy już słońce wzeszło dostatecznie wysoko Bosek postanowił wdrapać się pod sam krzyż zainstalowany na szczycie iglicy.

-Nic nikomu wcześniej nie mówiłem o swoich planach – wspomina Bosek. -Szef klubu był przekonany, że chodzi o zwykłe zdjęcia przy pracy. Zacząłem się wspinać, z drugiej wieży poleciały joby. Włażę powoli coraz wyżej, a Pepol wrzeszczy żebym natychmiast schodził. Jak już byłem pod kulą, to się wydzierał, że mnie ekspresowo z klubu wywali. Pnę się w górą, ale widzę, że prezes robi zdjęcia, więc z tym wywalaniem nie jest tak do końca, pomyślałem. Całe szczęście, że nie było wiatru, bo pewnie bujałbym się na boki razem z iglicą. Czułem jak pod moim ciężarem cała konstrukcja się pochyla i chyba to widać na pierwszym zdjęciu. Nie mogłem odmówić sobie wejścia jeszcze wyżej. Jakimś cudem wspiąłem się nad kulę, siadłem na niej i chwilę odetchnąłem. Jurek Pepol ciągle wrzeszczał o tym wywalaniu, ale zdjęcia robił…
Później ostrożnie stanąłem na kuli. Nie mogłem wyprostować nóg – co widać na zdjęciu – bo przeszkadzało w tym  poziome ramię krzyża. Bałem się, że obciążając go może on się złamać lub wypaść, nie chciałem też się odchylać do tyłu lub obracać. Krzyż miał wtedy prawie 80 lat…
Wszystko skończyło się szczęśliwie. Na dole prezesowi klubu złość przeszła, choć ciągle miał pretensje o niesubordynację Boska. Dla alpinisty był to jednak dzień szczególny, żeby nie powiedzieć historyczny. Od tego momentu Zbigniew Bosek zainteresował się lataniem i fotografią z lotu ptaka. Dzisiaj w wolnych chwilach siada do motolotni i lata nad Olsztynem robiąc doskonałe zdjęcia, które publikuje na portalu zlotuptaka.pl

Na zdjęciu poniżej kościół garnizonowy w Olsztynie. Patrząc z dołu wprost trudno uwierzyć, aby ktokolwiek mógł wspiąć się tak wysoko i stanąć na kuli pod krzyżem

Komentarze

3 komentarze do “Olsztyński King Kong”
  1. xxxxxxxxxxx pisze:

    a co to za news sprzed 100 lat? czemu takie teksty maja sluzyc?

    Ocena komentarza: 0
  2. marian pisze:

    Bo newsów brakuje. Ostatnio nie było komu przywalić to odgrzewane kotlety teraz są w modzie. A przecież sezon ogórkowy się skończył. Widocznie nie u wszystkich.

    Ocena komentarza: 0
  3. kalypso pisze:

    ten czlowiek jest niesamowity, ale zrozumiec to jest w stanie tylko ten kto sam ma w zyciu pasje i kazda wolna chwile poswieca jej. ten czlowiek pokazal ze jezeli czegos bardzo pragniemy to nic nie jest w stanie nam przeszkodzic:)

    Ocena komentarza: 3
Będziemy zobowiązani za pozostawienie komentarza. Obok wypowiedzi możesz umieścić swój wizerunek. W tym celu powinieneś utworzyć konto w serwisie Gravatar.
Dziękujemy!

Bottom