Warszawski nastawnik
wtorek, 16 wrz 2008. Autor: Szatniarz
Tomasz Ludwikowski jest jedynym w Polsce prywatnym właścicielem obiektu sakralnego. Przed laty był warszawskim taksówkarzem. Jeździł za kółkiem dzień i noc. Któregoś dnia przyjechał do Wojonowa swoją beemwuchą, zaparkował pod kamiennym murem i tak jest do dzisiaj. Taksówka jest teraz symbolem przemiany. Stoi pod klasztorem i udowadnia, że życie można odmienić w jednej chwili. Taxi ma przypominać skomplikowaną rodzinną historię. W 1968r. gdy w klasztorze w Wojnowie zmarła ostatnia przeorysza, jego dziadek Leon Ludwikowski formalnie przejął obiekt sakralny. Ludwikowski był majętnym człowiekiem, przez lata wspierał klasztor finansowo. Zakon starowierów (filiponi) przekazał mu klasztor wraz z budynkami, pod warunkiem, że będzie opiekował się siostrami do śmierci ostatniej z nich. Leon Ludwikowski zmarł w 2002r. został pochowany na pobliskim maleńkim cmentarzu starowierów (obok leży jego żona, poetka Halina Ludwikowska). Później klasztorem opiekował się jego syn, a teraz wnuk Tomasz.
Melchior Wańkowicz opisał Wojnowo w książce „Na tropach Smętka”. Pisał o brodaczach, „którzy siedzą na ławach, z powagą gładząc brody. O kobietach w chustkach, „rosyjską modą zawiązanych pod brodą”. Pisał też: „Dziwnie jest nagle znaleźć się Polakowi, będącemu pod ciśnieniem atmosfery niemieckiej, znajdującemu w każdej najmniejszej wioseczce, położonej w Puszczy Jańsborskiej, chałupy numerowane i Gasthaus, zdrowe maksymy hitlerowskie na płotach i reklamy – wobec szaleństwa, które przed stu laty wypełzło gdzieś ze stepów nadwołżańskich, z tundr nad Oceanem Północnym i które konserwuje się sobie tak pięknie w tym Wojnowie, niech mu będzie Eckertsdorf (…). Oglądali ich Niemcy jako curiosum. Przybysze na przykład nie mieli ani jednego guzika, uważając guziki za wynalazek diabelski (?). Ale że w krąg była szczera puszcza, do życia przybyszów nikt się nie wtrącał, okazali się spokojni i pracowici, przeto zrośli się z gruntem i okoliczną ludnością mazurską, wyspecjalizowali się w pewnych fachach, jak na przykład w handlu owocami po całych Prusach Wschodnich, pobudowali się na moskiewską modłę, a nad brzegami Krutyni wyskoczył szereg domków – łaźni rosyjskich, które każda filipońska rodzina budowała dla siebie”.
W obrządku filiponów nie ma w religii popa, jest za to nastawnik, cieszący się autorytetem wiernych, który śpiewa i prowadzi modlitwy w języku starosłowiańskim. Nie ma mszy jako takiej. W przeciwieństwie do klasycznego prawosławia, gdzie wierni żegnają się trzema palcami, starowiercy robią to dwoma. Procesje wokół świątyni u starowierców odbywają się zgodnie z ruchem słońca, u prawosławnych jest odwrotnie. Starowiercy przestrzegają licznych postów, nawet 200 dni w roku. W miejscu, gdzie dzisiaj jest klasztor w 1836 roku pobożny starzec Ławrientij Rastropin założył pustelnię. Potem przekształcono ją w klasztor męski, by w połowie XIX wieku, kiedy nastąpił kryzys wiary i wielu filiponów powróciło do prawosławia, przejęły go starowierskie siostry zakonne.
Siostry zajmowały się tkactwem, gospodarstwem, hodowały zwierzęta, żyły z ciężkiej pracy na roli, opiekowały się osobami starszymi i kalekimi. Były samowystarczalne. Ostatnie siostry zmarły w 2002r. Helena Stopka i Afimia Kuschmierz miały pod 90-tkę. Też zostały pochowane na pobliskim cmentarzyku.
Wojnowo to dzisiaj bardziej ośrodek agroturystyczny niż miejsce kultu. Tomasz Ludwikowski dogląda klasztoru, w którym pozostawił część modlitewną z cennymi ikonami, a obok powstały skromne pokoje noclegowe, W przyszłym roku, w tzw spichlerzu – budynku wzniesionym z kamienia – powstanie restauracja serwująca tradycyjne dania, a dalej, nad jeziorem charakterystyczna dla filiponów bania.
Po siostrach z Wojnowa pozostały tylko zdjęcia
![]() | |
![]() | ![]() |













To jakaś pomyłka. pani Halina Ludwikowska – zona Leona Ludwikowskiego żyje i cieszy się dobrym zdrowiem.