Tylko kasy żal
czwartek, 6 lis 2008. Autor: Kasjer
Przeprowadziliśmy szybką sondę uliczną w sprawie referendum. Zapytaliśmy około 50 przypadkowych osób czy wiedzą na kiedy zaplanowano głosowanie. Wyniki sondy są przerażające. Mało kto wie kiedy odbędzie się referendum. Kilkadziesiąt osób oczywiście nie jest wiarygodną próbą, ale pewne wnioski wyciągnąć można. Pierwszy to taki, że tak naprawdę nikomu nie zależy na frekwencji, a partie, które nakłaniają do udziału robią to ślamazarnie i pewnie tylko po to, aby uspokoić działaczom sumienie. Na referendum nie zależy samym radnym, bo zgodnie z arytmetyką referendalną w pewnym przypadku może polecieć cała rada. Na wysokiej frekwencji nie zależy też samemu osądzanemu, czyli „prezydentowi” Małkowskiemu, ponieważ jest ona mu nie na rękę. Jeśli do urn poszłoby 30 proc. uprawnionych, to pewnie byłby odwołany. Na 10 dni przed referendum w mieście panuje kompletna cisza wyborcza. Milczą bilbordy, milczą media, nawet internet nie ma nic do powiedzenia. A tak naprawdę, wskutek długiego weekandu i późniejszej ciszy przedwyborczej pozostało nam dwa – trzy dni kampanii referendalnej. Jest już pewne, że straconego czasu nadrobić się nie da i nikt/nic nie jest w stanie poderwać wyborców. Szkoda tylko tych 250 tys. zł z miejskiej kasy na organizację głosowania i kolejnych 150 tys. zł jakie rzekomo dwie największe partie przeznaczyły na kampanię. Powtarzamy raz jeszcze: miasto potrzebuje wyborów, a nie jałowych plebiscytów.





