Internet zszedł do podziemia
sobota, 13 gru 2008. Autor: Barman
Dobrze, że moda na rozmaite campy dotarła do Olsztyna. Przyszła z większych miast Krakowa, Warszawy, Poznania. Mamy swój Olcamp, czyli miejsce spotkań środowiska internetowego Olsztyna. Podczas dzisiejszego spotkania zaprezentowali się dwaj prelegenci (Grzegorz Figoń NNV AG i Maciej Budzich Blog Mediafun), którzy niewiele wnieśli nowego, ale sam fakt, że do spotkania doszło, jest już krzepiący. Niestety, na Olcampie – jak to jest w innych miastach – zabrakło prezentacji nowych, lokalnych projektów internetowych. Olsztyn to jednak pustynia informatyczna, na której brakuje ciekawych pomysłów i nowatorskich przedsięwzięć. Być może konkurs na prezentacje startupów, jaki ogłosili organizatorzy, coś w tej materii zmieni i na następnym Olcampie (10 stycznia 2009) doczekamy się prezentacji nowatorskich rozwiązań. Przy okazji naszła nas taka oto refleksja: internauci w poszukiwaniu kapitału na swoje projekty zeszli do podziemia, a urzędnicy dysponujący pieniędzmi unijnymi nie potrafią do nich dotrzeć. Z jednej strony wszędzie słyszymy reklamy o dotacjach na innowacje, a z drugiej, widzimy miotających się internetowych deweloperów, którzy nie mają pojęcia, jak do tych funduszy dotrzeć. Dlatego też organizatorzy campów powinni zacząć zapraszać nie tylko samych siebie, ale przede wszystkim urzędników z rozmaitych agencji i biur, którzy mogliby wspierać funduszami unijnymi najlepsze projekty.
Sponsorem Olcampu jest olsztyńska firma 4 Studio







Nie sądzę aby w Olsztynie było aż tak źle jak piszesz. Po prostu nie ma miejsca gdzie można o takich inicjatywach usłyszeć, mam nadzieje że olcamp.pl takim miejscem będzie i ośmieli wiele osób do pochwalenia się swoimi projektami.
Co do urzędników z pieniędzmi to masz rację i rzeczywiście warto pomyśleć o zaproszeniu ludzi z kapitałem
A czy mógłbyś wskazać jakieś wartościowe miejsca nt. Olsztyna lub regionu? Ale takie nie będące zwykłymi wizytówkami…
polityka innowacyjności leży w całym kraju – nie tylko u nas.
Nie ma spójnych definicji innowacyjnosci, a środki są rozdrabniane na WSZYSTKIE branże zamiast skupić się na kilku wiodących. Ma to sie zmienić w nastepnym roku, kiedy rusza zmodyfikowane konkursy (aczkolwiek ciezko przewidzieć jak zostaną zmodyfikowane) A podejscie do innowacyjności teoretycznie w całym kraju ma się zmienić mysle ze tak w przeciągu dwóch lat – narazie jest cała masa konferencji z tego tematu, które szczerze mówiąc już wiele nie wnoszą, a tylko mieszają różne pojęcia (np własnie innowacyjność z przedsiębiorczością)
A to że przedsiębiorcy nie potrafią dojśc do możliwośći finansowania to raczej ich wina – bo trąbi się o tym wszedzie – wystaczy troche poszukać i zadzwonić bo istnieją punkty konsultingowe.
Gorzej jest jak już trzeba napisać wniosek i zrozumieć wszelkie zasady jakie tam panują
Niby punkty kionsultingowe też tłumaczą jak wnioski wypełniac ale takiemu przeciętnemu przedsiębiorcy zaczynają rece opadac po pewnym czasie jak otrzymuje taki duży natłok zasad i regulacji….chociaż – w zasadzie wniosek do projektow miekkich z POKL nie jest trudny – trudniej jest z RPO i projektami inwestycyjnymi – no ale jeśli ktoś chce robić większa inwestycje to powinien umieć taki wniosek.studium wykonalności stworzyć.
temat dość skomplikowany
Generalnie sporo racji w tym co piszesz. Poza jednym ale… Nie zgodzę się, że przedsiębiorcy sami są sobie winni bo nie umieją szukać odpowiednich dla siebie form wsparcia. Istnieją różne typy przedsiębiorców. Wśród nich są tacy, dla których wynajęcie specjalisty ds. pozyskiwania funduszy to nie problem w ogólnym rachunku ekonomicznym firmy. Jednak nie wolno zapominać, że sporą większość stanowią drobni przedsiębiorcy. Oni właśnie nie potrafią się odnaleźć w tym formalizmie. Według mnie winę można przypisać nieumiejętnemu zarządzaniu rozdzielaniem, przyznawaniem środków oraz natłoku informacji, co prowadzi do dezinformacji. Do ludzi trzeba mówić ich językiem, inaczej się pogubią.
Owszem spora grupa korzysta lub będzie korzystała z pomocy tzw. unijnej, jednak to nie jest szczyt możliwości. Z doświadczenia wiem, mam przykłady na delikatnie mówiąc dezinformacyjne, nierzetelne działanie instytucji, firm, stron internetowych zajmujących się tą tematyką.
Czasami ma się wrażenie, że te wszystkie szkolenia, projekty, które w głównej mierze są przedmiotem finansowania, istnieją tylko po to, aby stworzyć przeciw wagę dla nagromadzonych przepisów i wymagań. Wygląda na to, iż cała machina biurokratyczna obsługująca ten „kociołek”, w chwili obecnej karmi się właśnie stopniem skomplikowania procedur. Ostatnim w kolejce po korzyści jest właśnie przedsiębiorca. Pod warunkiem, że ma ogromne samozaparcie w przedzieraniu się przez kolejne informacje, cierpliwość, zegarek nastawiony o dwa tygodnie do przodu (jeśli już coś odnajdzie, to często termin upłynął).
Nie chcę w tym miejscu cytować byłego rzecznika rządu PRL, który co by nie mówić idealnie i ponadczasowo, choć cynicznie nazwał taką sytuację.
Fakt, temat skomplikowany.
Ostatnio byłem na rozdaniu nagród za innowacyjność, które było w hotelu Kopernik. Niech ktoś zgadnie jakie firmy z naszego regionu dostały dofinansowanie i na jakie cele.
Napisz nam coś więcej i tak nie zgadniemy…