Top

Chłopcy suszarkowcy

poniedziałek, 27 kwi 2009. Autor: NewsBar 

Nadchodzi średniodługi weekend, więc trzeba uważać na policję, która niczego nie rozumie i ciągłe stosuje bolszewickie metody zarobkowe. Zamiast dbać o bezpieczeństwo chowają się w krzakach i polują na kierowców wedle zasady: jak najwięcej zarobić i jak najmniej się narobić. Chłopcy suszarkowcy stają tam, gdzie kierowcy siłą rzeczy jadą szybciej niż kodeks przewiduje.  Takie fiskalne podejście od lat ośmiesza polską policję, ale jak widać nikt w kręgach decyzyjnych nic sobie z tego nie robi.  Zupełnie jak za czasów wczesnej milicji. Nic się nie zmieniło. Niżej, na dowód, publikujemy list jaki otrzymaliśmy od wzburzonego kierowcy.

Pięć miesięcy po pierwszym mandacie dostałem drugi… Złapali mnie na suszarkę w tym samym miejscu co wtedy – za przestępstwo z art. 97 KW (Kodeksu wykroczeń), tj. przekroczenie dozwolonej prędkości 72/50 km/h. Kosztowało mnie to stówę i cztery punkty. Mam więc już osiem na koncie. Jeżdżę dobre ponad 20 lat i nigdy nie złapałem ani jednego, a teraz w niecałe pół roku – już mam osiem. Dlaczego? Jechałem Sikorskiego od salonu Hondy. Na pierwszych światłach przy Realu miałem zielone, więc chciałem zdążyć – i wcale nie cisnąłem. Za chwilę było drugie zielone, koło komisu samochodowego, ale tam stali właśnie ci suszarkowcy. Jeden był zajęty wypisywaniem mandatu, drugi łapał – i popadło na mnie. Potem przez jakieś 15 min. zajęci byli obaj i wtedy jadącym szybciej niż 50 km/h upiekło się. Później „mój” spisywał moje papiery, a drugi, skończywszy tę czynność, poszedł z suszarką i zaraz złapał delikwenta. Gdy „mój” skończył mnie „oprawiać” ruszył natychmiast z suszarką i za chwilę złapał taksówkarza z pasażerem… Nie wiem, jak długo stali, ale w „moim” czasie przerób mieli niezły. W czym rzecz?
W tym, że na całej długości Sikorskiego od kościoła w Jarotach do ul. Tuwima nie ma znaku z nakazaną prędkością do jakiej kierowcy są przyzwyczajeni na czteropasmowej ulicy (czyli 70 km). To znaczy, że trzeba tam jechać 50 km/h. Ciągnie się więc sznur pojazdów, światła na skrzyżowaniach nie ułatwiają jazdy, a wręcz przeciwnie – gdy ruszasz na zielonym, to na następnych światłach masz już żółte, a nawet czerwone. A radarowcy polują na jeżdżących na pamięć. Po minięciu skrzyżowania z ul. Tuwima (w stronę miasta) stoi znak dozwolonej prędkości 70 km/h – ale wszyscy nadal ciągną się 50-tką, jakby nie zauważyli, albo wolą dmuchać na zimne?
Przez fatalne ustawienie/wyregulowanie świateł i znaków drogowych ruch jest utrudniany, a policja ma ułatwione polowanie. Żeby było śmiesznie – to pieniądze z mandatów idą do Elbląga. Bo na mandacie mam wypisanego adresata mojej kasy mandatowej: W-M Urząd Wojewódzki w Olsztynie, delegatura w Elblągu… Olsztyn nie potrzebuje pieniędzy z mandatów?

Rys.: Magdalena Danaj

Będziemy zobowiązani za pozostawienie komentarza. Obok wypowiedzi możesz umieścić swój wizerunek. W tym celu powinieneś utworzyć konto w serwisie Gravatar.
Dziękujemy!

Bottom