Top

Stary kumpel i komisarz

czwartek, 7 maj 2009. Autor: Kasjer 

Marek Orzechowski, wieloletni korespondent telewizyjny w Brukseli, to stary kumpel Olgierda Dąbrowskiego, wiceburmistrza Ostródy. Orzechowski przyjeżdża do Olsztyna u boku Güntera Verheugena, aby promować ich wspólną książkę pt. „Projekt – Rozszerzenie. Jak Polska wchodziła do Unii. Nieznane kulisy rozszerzenia”. Książka jest wartościowa, ciekawa, sprawnie napisana i zawiera fragment o starym kumplu Dąbrowskim, Ostródzie i wycieczce zachodnich dziennikarzy zorganizowanej przez wiceburmistrza (zdjęcie Orzechowskiego pochodzi z archiwum UM Mrągowo i zostało wykonane właśnie podczas tamtej eskapady).  Günter Verheugen będzie w sobotę w Olsztynie świętował pięciolecie naszej obecności w Unii, a zaraz potem, z Markiem Orzechowskim, jadą do starego kumpla, do Ostródy, gdzie wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej i komisarz ds. przedsiębiorczości m.in. zje kolację, a w niedzielę popłynie  statkiem po Kanale Ostródzko-Elbląskim z Miłomłyna do Ostródy. Poniżej fragment książki, w którym Orzechowski wspomina wycieczki organizowane przez Olgierda Dąbrowskiego. Promocja książki odbędzie się 9 maja br. w godz. 15.30 – 16.15 w  Wojewódzkiej Bibliotece Publicznej na olsztyńskiej Starówce, a dzień później w ostródzkim zamku.

Za oknem podnosiło się powoli słońce. Z pobliskiego lasu dolatywał przepiękny zapach świeżości. Obecność żywej przyrody wciskała się do urządzonych z wielkim smakiem suit i pokojów. Budziliśmy się z niechęcią, chcieliśmy przedłużyć moment wstawania, zostać jeszcze trochę w wygodnych łóżkach, chociaż wielu kolegów biegało już po lesie i wdychało zdrowe, mazurskie powietrze. Zauroczeni pejzażem i czystością powietrza wykorzystywali każdą wolną chwilę, by zbliżyć się do natury. Tę noc, która już się kończyła i ten poranek, który chcieliśmy, aby trwał i trwał, spędziliśmy w hotelu Spa Ireny Eris na Wzgórzach Dylewskich, nieopodal Ostródy. Kiedy przyjechaliśmy wieczorem do hotelu właśnie powoli nadciągał zmierzch, moi wypróbowani w licznych bojach brukselscy koledzy, znający wiele kamieni na europejskich szlakach, zaniemówili. Architektura, elegancki styl, symbioza z otaczającą przyrodą odebrała im mowę. Nie wiem czego się spodziewali. Wiedziałem, że nie spodziewali się tego, co zobaczyli.
Nasza grupa liczyła dwadzieścia osób. Przyjechaliśmy z Brukseli. Korespondenci europejskich mediów. Wszyscy z nas na co dzień zajmowali się problemem rozszerzenia i mogli uchodzić za sporych znawców w tej materii. Wśród nas byli dziennikarze z Niemiec, Irlandii, Hiszpanii, Węgier, Szwajcarii, Włoch, Belgii, Portugalii, Austrii, Turcji, Francji, Grecji. Przyjechaliśmy zobaczyć jak wygląda Polska w trzy lata po wejściu do Unii Europejskiej. Przyjechaliśmy na Mazury, do tego jednego z najpiękniejszych regionów Polski, nie przez przypadek. Cztery lata wcześniej, pod koniec maja 2003 roku, na dwa tygodnie przed referendum w sprawie akcesji Polski do Unii Europejskiej w Ostródzie zjawiła się pierwsza, duża grupa dziennikarzy z Brukseli.
Kilka telewizyjnych ekip, kolegów-korespondentów, którzy chcieli zobaczyć na miejscu, w Polsce, jak wygląda sytuacja i przygotowania do tego najważniejszego od dziesięcioleci referendum w Polsce. Jakie są nastroje, co mówią ludzie. Co oznacza dla nich decyzja o akcesji? Sprzyjają Unii, czy nie? A jak widzą swoją przyszłość we Wspólnocie wioski i małe miasteczka? Jakie nadzieje wiążą z tym wielkim krokiem władze takich miast jak Ostróda, Miłomłyn czy Mrągowo? I jak będą głosować, skoro zostali do głosowania wezwani? W tym gorącym okresie przedreferendalnym przyjechało do Ostródy, na zaproszenie władz miasta kilkunastu wytrawnych brukselskich korespondentów, których opinie bardzo się w ich własnych krajach i w Europie liczyły i liczą. To nie była zdawkowa wizyta. To nie była zwykła wycieczka po pięknych jeziorach. Mieliśmy do Brukseli zabrać wrażenia i informacje o tym, co piszczy w polskiej trawie. I to trawie ważnej – bo z dala od wielkomiejskich centrów, gdzie ludzie trochę inaczej oceniają rzeczywistość niż w Warszawie. Zresztą, moi koledzy unikali Warszawy jak ognia.
Chętnie przyjechali do Polski, ale właśnie dlatego, że Warszawę omijaliśmy szerokim łukiem. Chcieli posmakować Polski przed Unią tam, gdzie jest ona jeszcze naturalna, gdzie ludzie mówią normalnym językiem i gdzie regionalne i samorządowe władze borykają się same z problemami, które są skutkiem wielkich transformacyjnych zmian w Polsce. Jak sobie radzą? Unia nie przyjmowała przecież wyłącznie Warszawy czy Krakowa. Do Unii wchodził też Olsztyn, wchodziło Mrągowo, wchodziła Ostróda. Podczas pierwszej podróży do Polski, właśnie przed referendum, nasza grupa mieszkała w hotelu Anders w Starych Jabłonkach, nieopodal Ostródy. Stąd już wczesnym, bardzo wczesnym rankiem, wyruszaliśmy nadstawiać ucha i filmować polską rzeczywistość.
Program naszego pobytu, przygotowany bardzo profesjonalnie przez wiceburmistrza Ostródy Olgierda Dąbrowskiego, był niezwykle napięty. Przemieszczaliśmy się po całym prawie regionie, byliśmy także na granicy z Obwodem Kaliningradzkim w Bezledach. Wszystko, co widzieliśmy sprawiało na nas spore wrażenie, ale w oczy rzucała się przede wszystkim czystość na drogach, w miastach, w zagrodach, w lasach. Rozmawialiśmy z dziesiątkami osób, uczestniczyliśmy w manifestacjach i proeuropejskich piknikach, poznaliśmy przepiękny Kanał Ostródzko-Elbląski, krzyżackie zamki, gospodarstwa rolne, pierwszych od wielu lat prywatnych, wysoko wyspecjalizowanych producentów żywności, zaradnych ludzi, którzy wzięli swój los we własne ręce. Podróżowaliśmy wiejskimi drogami, filmowaliśmy kościoły i modlące się pod kapliczkami kobiety. Każdy chętnie z nami rozmawiał, odpowiadał na nasze pytania, udzielał informacji. Czuliśmy to przez skórę – mieszkańcy Ostródy i jej okolic, Mrągowa, Olsztyna, Rynu – czekali na referendum, by integracji Polski z Unią powiedzieć wyraźnie – „tak”. Mazury wiedziały, że Unia jest ich niepowtarzalną szansą.
Do hotelu w Starych Jabłonkach wracaliśmy późną nocą. Kładliśmy się do łóżek zmęczeni, ale zadowoleni i szczęśliwi. Ocenialiśmy nasze materiały, przeglądaliśmy filmy, wiedzieliśmy, że notujemy nastroje w Polsce w bardzo ważnym dla niej i dla Europy momencie. Nastroje pozytywne, pełne nadziei. Wśród nich, niezapomniane spotkanie w ostródzkim liceum, gdzie nas, brukselskich korespondentów, przyzwyczajonych do Unii instytucjonalnej i do Europy sloganów, przywitała Europa pełna uśmiechu, radości, otwartości. Ostródzka młodzież przygotowała dla nas specjalny program, śpiewała europejskie pieśni, zapraszała nas, gości z Brukseli w podróż po Europie. Na stołach były nawet typowe, narodowe przysmaki z krajów, z których przyjechali brukselscy korespondenci. A kiedy moi koledzy chcieli z tymi młodymi dziewczętami i chłopcami porozmawiać, nie trawiła ich trema ani bojaźń, chętnie pozowali do zdjęć i ustawiali się przed kamerami. Mówili pięknie po angielsku, niemiecku, francusku. Lepiej od niejednego ministra i od większości polskich parlamentarzystów. Dopiero ostatniego dnia, kiedy mogliśmy wstać z łóżek nieco później, i bez pośpiechu, zobaczyliśmy rano przepiękne jezioro, nad którym stał hotel. Nie mieliśmy o nim pojęcia. Wstawaliśmy bardzo wcześnie rano, do łóżek kładliśmy się bardzo późno w nocy.
Mieszkaliśmy w tym hotelu prawie tydzień i dopiero ostatniego dnia pobytu naszym oczom ukazał się przepiękny brzeg i niebieska tafla schowanego między drzewami jeziora. Niemal symbolicznie. Odczytaliśmy ten znak jako dowód istnienia w Polsce wielu ukrytych i pociągających walorów i zalet. Piękno zachowanej przyrody należy do jednych z najważniejszych.

Komentarze

2 komentarze do “Stary kumpel i komisarz”
  1. Położna Jola pisze:

    Słynne baki pana Pawła. Relikt minionych lat i wizytówka Mrągowa.

    Ocena komentarza: 0
  2. Rewo pisze:

    cudownie

    Ocena komentarza: 0
Będziemy zobowiązani za pozostawienie komentarza. Obok wypowiedzi możesz umieścić swój wizerunek. W tym celu powinieneś utworzyć konto w serwisie Gravatar.
Dziękujemy!

Bottom