Top

Jak skutecznie przegrać wybory?

środa, 20 maj 2009. Autor: NewsBar 

W internecie, na specjalistycznym portalu PRoto.pl (o public relations), natknęliśmy się na interesującą analizę olsztyńskiego politologa Wojciecha Szalkiewicza dotyczącą ostatnich wyborów prezydenckich w naszym mieście. Autor wnikliwie dokumentuje krajobraz przedwyborczy i wyciąga kontrowersyjne wnioski nt. kampanii wyborczej Platformy Obywatelskiej, twierdząc, że promowanie spadochroniarzy jest najlepszą receptą na przegraną. Niżej przedrukowujemy obszerne fragmenty tego artykułu licząc, że wywoła on lokalną dyskusję nt. minionej – ale także obecnej -  kampanii wyborczej. Przed nami bowiem kolejne wybory, tym razem do Euro Parlamentu, w których strategie wyborcze poszczególnych partii są podobne do opisanej niżej. Partie i tym razem promują spadchroniarzy, nie licząc się z opinią lokalnych środowisk. Czy Szalkiewicz ma rację twierdząc, że to najlepsza recepta na klęskę wyborczą?

Trzeba przyznać, że Platforma Obywatelska przegrała wybory prezydenckie w Olsztynie na własną prośbę i to z kilku powodów, u podstaw których leżały: ignorancja. arogancja i hipokryzja.

Najważniejszym błędem był kandydat

Po prawie miesięcznych „przepychankach”, kandydat na prezydenta został ostatecznie wskazany przez centralę Platformy i to wbrew decyzjom lokalnych działaczy. To odbiło się przede wszystkim na poparciu, jakie uzyskał wśród członków i sympatyków PO w mieście. Ponad połowa z nich odmówiła mu swojego głosu. Dawno minęły czasy, gdy do wygrania wyborów wystarczyło zdjęcie z Wałęsą. Platforma uwierzyła jednak, że zdjęcie z Tuskiem wystarczy. Zwolennicy PO nie uwierzyli swojej partii, że „młody i zdolny, doktor Krzysztof Krukowsk” będzie gwarantem „dobrej zmiany”. I on sam miał kłopot z pozyskaniem sympatii wyborców. Miesiąc, jaki miał na zaprezentowanie swojej osoby i programu, okazał się zbyt krótkim na to okresem czasu, zwłaszcza, że do powierzonej mu roli był zupełnie nie przygotowany. Zabrakło czasu m.in. na przygotowanie do wystąpień publicznych, dyskusji z konkurentami. Zwłaszcza w II turze, przegrywał kolejne debaty z kontrkandydatem, tak wizerunkowo, jak i merytorycznie. Koncentrowały się one wokół kwestii inwestycji, a tutaj kandydat PSL-u, były wiceprezydent i budowlaniec, był w swoim żywiole. Nikt w sztabie PO nie pomyślał, aby przemieść dyskusję na bardziej neutralny grunt.

Słabość swojego kandydata sztab Platformy starał się „przykryć” udziałem w kampanii polityków PO z pierwszych stron gazet. Jednak działania te przyniosły skutki odwrotne od zamierzonych. Krukowski został schowany w ich cieniu, a jego rolę w spotkaniach najlepiej oddaje określenie jakie otrzymał – „paprotka”, która robiła za tło do ich wypowiedzi i nie do końca wie, co robi u ich boku. Powtórzył się tu przypadek premierów Buzka i Marcinkiewicza, którzy byli kierowani z tylnego siedzenia, co w przypadku Krukowskiego zaowocowało dowcipem: Kto będzie rządził miastem, gdy poseł Cichoń (szef jego sztabu) będzie na posiedzeniu Sejmu?

Mało wiarygodnie brzmiał też program kandydata Platformy

Hasło, z którym startował – „Dobra zmiana” – miało oznaczać zmianę filozofii rządzenia miastem, a przecież władzę w Olsztynie od dwóch lat dzierżyli politycy PO. Między innymi dzięki temu Krukowski został przewodniczącym rady nadzorczej komunalnej spółki. Wpadką kandydata była niewątpliwie kwestia mieszkań. Jego sztab wykazał się zupełnym brakiem umiejętności zarządzania kryzysowego, ignorując pojawiające się, dużo wcześniej niż artykuł w „GW”, informacje w tej sprawie. Wydane przez Krukowskiego oświadczenie niczego nie wyjaśniało, a wręcz przeciwnie – wywołało ożywioną dyskusję. Strategia Również przyjęta przez sztab PO strategia walki z najgroźniejszym przeciwnikiem (szczególnie w II turze) okazała się mało wiarygodna.

Najprawdopodobniej fakt, że Platforma miała świetne wyniki w sondażach, spowodował, że politycy Platformy nawet nie usiłowali: wytłumaczyć się przez wyborcami z ponad rocznej współpracy koalicyjnej z byłym prezydentem, wyjaśnić dlaczego zwlekali z wnioskiem o referendum oraz pokazać efektów swoich samodzielnych rządów. A właśnie współpracę z Małkowskim najczęściej zrzucali za to Grzymowiczowi. „Argumentami” klasycznej kampanii negatywnej były też zarzuty dotyczące jego byłej przynależności partyjnej (chociaż od kilku lat nie był już członkiem SLD), jak i zarzuty dotyczące rzekomych nieprawidłowości w prowadzeniu przez niego inwestycjach komunalnych (na co nie przedstawiono żadnego dowodu).

„Negatywna kampania” miała skutek taki, że co najmniej nie przekonała wyborców niezdecydowanych i zraziła elektorat lewicowy. Chcąc przyciągnąć do siebie elektorat prawicowy, PO zdefiniowało się jako ugrupowanie o takich poglądach. Jednak zapowiedź, że poprze je Prawo i Sprawiedliwość okazała się przedwczesna. PiS poparł oficjalnie Grzymowicza. W ten sposób powstała, popierająca kandydata PSL-u „egzotyczna koalicja”, która w opinii Zbigniewa Chlebowskiego: nie wróży najlepiej dla Olsztyna. W sytuacji, w której przegrani w I turze konkurenci Krukowskiego, zwracali uwagę na jego merytoryczną słabość (przede wszystkim brak doświadczenia w pracy w administracji publicznej oraz kierowania jakimkolwiek zakładem pracy), ten dziwił się publicznie: Nie rozumiem, czemu wszyscy się mnie tak boją?

To stwierdzenie szybko zestawione zostało z artykułem w „Rz”, w którym opisano targ polityczny do jakiego miało dojść jeszcze przed wyborami. Jeżeli PO chciało „przehandlować” stanowisko prezydenta za fotel ministra, to: kto miał się bać Krukowskiego? Strategia walki i narastający z czasem syndrom „oblężonej twierdzy”, spowodowały, że PO zdecydowało się na krok „irracjonalny” w sytuacji, w której ich kandydat nie zyskał sympatii nawet połowy zwolenników partii. Publiczne wyrzucenie z szeregów Platformy radnego PO Jarosława Szostka „za popieranie Grzymowicza”, było dla nich dowodem na słuszności swojej postawy i przekreśliło szansę Krukowskiego na „odzyskanie” tej grupy wyborców. Platforma utrwaliła swój wizerunek, jako ugrupowania skonfliktowanego w walce o władzę.

Co robiła konkurencja?

W zasadzie, strategia sztabu wyborczego PSL-u sprowadzała się do nieprzeszkadzania Platformie i robieniu kampanii dokładnie odwrotnie niż PO. Kandydat został zaprezentowany dostatecznie wcześnie. Jako, że jak pokazuje doświadczenie, w przypadku wyborów samorządowych nie zawsze istotna jest plakietka partyjna, miał znane nazwisko, ugruntowaną pozycję w mieście oraz niezbędne umiejętności potrzebne nie tylko w kampanii, ale i do rządzenia miastem (kompetencje i doświadczenie). Strategia jego promocji opierała się na pokazywaniu go jako kompetentnego fachowca, który zna problemy miasta, umie je rozwiązać, ma swoje zdanie i potrafi go bronić. Nawołując do merytorycznej dyskusji, konsekwentnie nie reagował na negatywną kampanię konkurenta, cały czas podkreślając, że dla dobra miasta jest gotów współpracować niemal z każdym. To okazało się skuteczne.

Jakie wnioski płyną z olsztyńskich wyborów?

Wydaje się, że z „olsztyńskiego poligonu” Platforma wyciągnęła jeden wniosek, który już wyznaczył „ogólnopolski” standard w kampanii wyborczej do europarlamentu – stawianie na znane nazwiska i to za każdą cenę. Stąd na listach PO liderzy, posłowie i twarze tej partii, ale i Danuta Hübner, czy Marian Krzaklewski. Stąd też zapewne i decyzja lidera PiS-u o „wpuszczeniu” na listy znanych polityków tej partii. Nadal jednak władze centralne (nie tylko Platformy) powielają błąd nieliczenia się z opinią lokalnych struktur partii i swoich sympatyków w tzw. terenie. Świadczy o tym przede wszystkim praktyka „zrzucania” do okręgów „spadochroniarzy”, mało związanych z regionem, ale za to wypierających z pierwszych miejsc list lokalne sławy i autorytety.

Wojciech Szalkiewicz

Komentarze

2 komentarze do “Jak skutecznie przegrać wybory?”
  1. Książę pisze:

    Te wybory do Europarlamentu Związku Europejskich Republik Socjalistycznych są tak potrzebne jak wybory w PRL albo ZSRR.

    Też formalnie istniał parlament i też nie miał nic do powiedzenia.

    Za to w Konstutycji można było wpisać „demokracja” ludowa i wmawiać motłochowi, że jego głos się liczy.

    Ocena komentarza: 0
  2. gekon pisze:

    a najlepsze w kampanii telewizyjnej było to, że Grzymowicz i Ciborowska mieli takie same spoty wyborcze. Takie same zresztą jak teraz facet z PSLu kandydujący do PE.
    Pomysły sie skończyły?

    Ocena komentarza: 0
Będziemy zobowiązani za pozostawienie komentarza. Obok wypowiedzi możesz umieścić swój wizerunek. W tym celu powinieneś utworzyć konto w serwisie Gravatar.
Dziękujemy!

Bottom