Wnioski droższe od dotacji
sobota, 27 cze 2009. Autor: Kasjer
Od jakiegoś czasu sygnalizujemy, że pieniądze z funduszy europejskich są wydawane źle, a raczej nie wydawane są wcale. Dzisiejsza Gazeta Wyborcza to potwierdza. Najgorzej jest z tzw. Regionalnymi Programami Operacyjnymi, którymi władze samorządowe sterują samodzielnie. Do końca 2009 r. w ramach tych 16 programów miało być wydanych 6,6 mld zł. Ale na początku maja wydano zaledwie… 390 mln zł. To 6 proc. planu! – pisze Gazeta. Jak jest w naszym regionie z wydawaniem pieniędzy nie sposób się dowiedzieć. Urząd Marszałkowski nie ujawnia danych twierdząc jedynie, że jesteśmy w krajowej czołówce pod tym względem. Skoro w kraju jest kiepsko, to i u nas musi być słabiutko. A są na to przykłady. Program wspierania przedsiębiorczości ogłoszony w listopadzie 2008 r. polegający na dotacjach na rozwój biznesu do dzisiaj nie został zakończony. Nikt w każdym razie nie otrzymał pieniędzy. Przedsiębiorcy sygnalizują, że jeśli nic się w RPO nie zmieni, to niedługo zupełnie przestaną się interesować funduszami. Urząd Marszałkowski zamówił u jakiegoś jajogłowego ekonomisty 150 stronicową instrukcję dotyczącą programów RPO. Aby wypełnić wniosek trzeba się tą instrukcją kierować. Nawet dla specjalistów wypełnienie wniosków jest koszmarem, a co dopiero mówić o księgowych z małego przedsiębiorstwa. Nic więc dziwnego, że wokół powstają firmy zajmujące się wypełnianiem wniosków.
Koszt opracowania dokumentów przeciętnego konkursu to przynajmniej kilka tysięcy złotych. Bardziej skomplikowane projekty idą w dziesiątki tysięcy. Fundusze obrastają więc konsultantami i biurokratami, a pieniędzy nie ma. Dochodzi do przedziwnych sytuacji. Koszta przygotowania wszystkich wniosków wpływających na dany konkurs są wyższe od samych dotacji. Przedsiębiorcy widzą co się dzieje, wiedzą też, że muszą zgromadzić wkład własny, dodatkowe kwoty na VAT i zwyczajnie rezygnują. Do tego jeszcze ta koszmarna komunikacja ze słownictwem od którego zęby bolą. Urzędniczy, kompletnie niezrozumiały bełkot – jakieś osie priorytetowe, kierunki, działania, podziałania, de minimis, linie demarkacyjne itp. –Mogę podać kilkanaście przykładów świetnych pomysłów moich znajomych, które nigdy nie będą zrealizowane – mówi nam pewien przedsiębiorca. -Po prostu dlatego, że przy takich trudnościach biurokratycznych ludzie nie chcą ubiegać się o dotacje. I to są ogromne straty, których nikt nie liczy. Wskutek złego zarządzania funduszami tracimy ogromne, potencjalne możliwości.
Konieczna jest w tej sytuacji szybka reforma programów RPO, bo nie zdołamy sensownie wydać przyznanych nam funduszy. Do końcowych rozliczeń jest jeszcze kilka lat, ale jeśli tempo będzie takie jak teraz, to nie wydamy nawet połowy środków. Zdaje się, że prawda o funduszach zaczyna docierać do ministerstwa, bo powołano zespół pod nazwą Proste Fundusze, który ma odkręcić to co namotali urzędnicy. Powstał nawet jakiś mało konkretny raport w tej sprawie. Trzeba szybko odbiurokratyzować urzędy, uwolnić ludzką przedsiębiorczość i zwyczajnie spuścić urzędnicze powietrze. Po co kazać wszystkim pisać megawnioski skoro wiadomo, że duża część i tak przepadnie. Trzeba to uprościć w sposób maksymalny, choćby poprzez wstępną selekcję wniosków uproszczonych. Rozwiązanie to miało zresztą obowiązywać, ale nadgorliwość urzędników, którzy nigdy wcześniej nie zarządzali większymi pieniędzmi, sprawiła że zafundowali nam bariery nie do pokonania. A przecież można ogłaszając konkursy podzielić go na dwa etapy. Pierwszy etap to proste, kilkustronicowe wnioski opisowe. Dobre pomysły przechodzą, pozostałe odpadają. Dopiero ci co przeszliby wstępną selekcje pisaliby wnioski z rozbudowanym biznes planem. Tak byłoby szybciej, sprawniej i taniej.







tak , tak, tak,
i rozdać chętnym przedsiębiorcom którzy czują wiatr w żaglach i pofruną z tymi pieniędzmi . Będzie szybciej , taniej i napewno będziemy w czołówce najsprawniejszych w kraju.
Będzie o nas głośno, zdaje się że w Grecji zastosowali taki patent na wydawanie kasy z UE. Do każdego projektu niezbędny był jacht i wyspa.
A skoro oni mogli…
Panie gekon, pisze Pan jak stary aparatczyk z epoki Gierka i mnie to wkurzyło.Mam 57 lat o i ostatnie 50lat przeżyłem świadomie i chyba co nieco widziałem.Chyba Pan nigdy nie starał się w przeciwieństwie do mnie o dotację unijną jak ja w okresie od końca listopada 2008 do chwili obecnej.Po 7 miesiącach pokazano, zresztą kolejny raz jak Polak umie wydymać Polaka.Działdowska agencja DARSA pokazała mi staremu inżynierowi jak można z kogoś kto wiele widział i sporo wie zrobić tak zwanego idiotę, jak można składać bezkarnie kłamliwe obietnice i nic sobie z obietnic nie robić…Pan się martwi o wyspy i jachty?A może wystarczyłoby szczegółowo opisać „działania operacyjne ” i flekowanie tzw Kapitału Ludzkiego w niespełna 20tys.miasteczku na krańcach Warmii i Mazur?Nie zamierzam odpłynąć nigdzie z unijną kasą, której na pewno i tak nie dostanę bo dla mnie i jeszcze kilku doświaczonych osób jej zabrakło, zwłaszcza po dopisaniu 17 osób w ostatnim momencie do listy beneficjentów pomocy i w większości „obdarowanych” pieniędzmi przez działdowskich decydentów (podobno ekspertów),i jak to potwierdziła panienka z olsztyńskiego Urz.Pracyz Wydz.EFS,pieniędzy których zabrakło dla uczestników szkolenia zweryfikowanych w kolejnych etapach działdowskiego szkolenia w okresie od początku grudnia 2008 do prawie końca czerwca 2009.Tę 17kę skądeś tam odwieszono…Na moje pełne nadziei pytanie czy można się odwołać od decyzji „wyrażonej”w zamieszczonej liście /hehe!/ rankingowej na stronie internetowej DARSy olsztyńska panienka z pełną żarliwością odrzekła, że nie.Szkoda,ale ja jej nie wierzę!Nie wierzę też , że jakiś sens miała wcześniejsza „kontrola” DARSy prze olsztynski UP, kontrola sobie a kpienie przez DARSę z ludzi sobie…Miałem dostać pismo o wynikach merytorycznej oceny mych wniosków o dotację o czym zapewnia się nadal na stronie i-netowej DARSy gdyż mój trud został oceniony haniebnie nisko, podobnie jak trud kilku innych kolegów, z których jeden napisał już sporo biznesplanów…Już litościwie nie wspomnę o numerach jakie z nami wyczyniano w trakcie owego niby to szkolenia..A te opowiadanie bajek, te radosne wizje? No pierwsza klasa !A gdzie są te wasze wytyczne co mamy robić dalej zwłaszcza jeśli ktoś wyczerpał limity finansowe, choć pozytywnie go oceniono?Kuriozalne, ba komiczne,jest stwierdzenie z pisma DARSy, że ewentualna wypłata przyznanej mi 20 tys.zł dotacji uzależniona będzie od powstałych oszczędności lecz obecnie nie jest możliwe określenie wysokości oszczędności oraz terminu ich uzyskania.
O co zakład, że nie nastąpi to nigdy?Dlatego prosze nie pisać Panie Prezesie Z.Szacherski/podwójny ekspercie !/ że podpisuje Pan pismo z poważaniem…Pan na pewnie nikogo nie szanuje!Pozostaję w głębokim rozczarowaniu i beznadzieji, okpiony i oszukany, były beneficjent pomocy w działdowskiej wersji programu POKL 6.2 ……Amen
Szanowny Nabrany… siedem miesięcy Pan siedzi na d… i czeka na dotację? Liczy na przyznanie dotacji czy na zmiłowanie? Jak napisła to jedna z czytelniczek „zainetresowana” w komentarz do art. Hamulcowi z Działdowa… z dnia 21 kwietnia … dotacje przyznawane są na kolejne zakłady fryzjerskie, kolejne firmy transportowe, budowlane, warsztaty samochodowe, usługi stolarskie. Chyba raczy Pan żartować. Urzedy Pracy wytapetowane są wręcz ogłoszeniami o poszukiwaniu mechaników, budowlańców różnej maści,stolarzy… jedyne wymagane doświadczenie to minimum 1 rok w branży. Odsyłam na strony nidzickiego, działdowskiego, iławskiego, olsztyńskiego UPu. Jeśli Urzędy poszukują takich pracowników, a nie inżynierów, no to Panie kochany na coś Pan liczył? Widać w regionie zapotrzebowanie inne. Dotacje przyznane zostaną budowlańcom, mechanikom samochodowym, stolarzom. Z logiki to wynika. Nie trzeba być ekspertem żeby wiedzieć o co chodzi. A to, że nie o to chodzi w rozdziale dotacji wie każdy. Kluczem jest 10%. 10% ludzi poza założonym w projekcie progiem dostanie dotacje. O 10% zmniejszona zostanie średnia wysokość dotacji. 10 % zgarnie Agencja przyznająca dotację. Nikt z ekspertów z MRR, WUP-ów, UP-ów itd. nie zadał sobie trudu analizy rynku pracy przyznając dotacje. Nikt nie pomyślał o tym, pusząc się, że 10% powstających dotowanych firm, które utrzymują się około roku, to – 10% firm, które w tym czasie upadły. Niedotowanych, nierzadko zatrudniających po kilka lub kilkanaście osób, które przestają być po prostu rentowne z racji wzrostu konkurencyjnosci. No i te dotowane też nie mają szansy na sukces… przecież firm budowlanych, warsztatów samochodowych itd jest już tyle, że utrzymanie takiego biznesu wymaga naprawdę dużo wysiłku i sporej wiedzy. A jeśli 1 worek ziarna rozdzieli się na 1000 kurczaków/ rok, to i tak wszystkie padną z głodu. Ten sam worek i jeden by się uchował. To wie każdy rolnik. Ale nie eksperci od dotacji, funduszy, nie wiedzą tego pracownicy MRR i WUP-ów kontrolujący rozdział środków.
Widać Pan, Panie Nabrany nie mieści się w zasadzie 10%… nie wnikam dlaczego, może nowatorski pomysł, może wiek Pana, może fizis.
Grunt, że dotacje rozdane, że murarz, stolarz i mechanik zadowolone. Ekspertowi też przecież psuje się samochód, dom trzeba wyremontować, żonę do fryzjera wysłać. Każdy jest zadowolony.. Za rok można przecież zgłosić się do UP po „kuronia”, ogłoszenia wiszą, jako murarz, tynkarz, cieśla, miechanik i stolarz zawsze będę przebierał w ofertach.
Panie nabrany, nie chciało mi się czytać dokładnie tych pańskich wypocin, ale ja jako stary aparatczyk, widzę, że czemuś Pana nie lubią. I żarliwa panienka z Olsztyna, i agencja . I ja. Kuriozalne?
Żałosne panie aparatczyk, szczerze panu współczuję i pana też nie lubią, oj nie lubią… w pewnym mieście na Warmii i Mazurach.. a czytanie co inni piszą bardzo by się panu przydało a jakże mocno wzbogaciłoby pański mizerny intelekt gekona…moje pocenie to nic w porównaniu z pańską wybujałą ambicją…