Rzeczpospolita Piłkarska
wtorek, 3 cze 2008. Autor: Klezmer
Euro 2008.. Przyznam, że nabawiłem się alergicznego wysięku z nosa słysząc tę nazwę. Od miesięcy w kółko o tym samym. Sportowy cyrk ku uciesze gawiedzi. Najpierw polowanie na wejściówki. Zadrukowane tekturki uprawniające do wstępu na mecz mają dziś w Polsce wartość klejnotów koronnych. Słyszałem o desperacie, który zainstalował w domu sejf po to tylko, by schować w nim te bezcenne relikwie. Następnie polowanie na urlopy. Nieważne jakie: zaległe, bieżące, zwolnienie chorobowe czy wypadkowe. Skierowanie na poratowanie zdrowia w nałęczowskiej pijalni wód też obleci. Cel uświęca środki. Gawiedź bierze urlopy, zadłuża się albo opróżnia skarpety, żeby nabyć drogą kupna i przywlec do domu plazmówkę. Jak największą. Najlepiej rozmiarów morskiego akwarium. Trzeba przecież dobrze widzieć, kiedy będziemy strzelać tuziny goli naszym przeciwnikom. Kibole wywalą z chałup zbędne meble, a na ich miejsce wtaszczą kontenery z flaszkami. Bez browca nie ma meczu. Każdy głupi to wie. Odwiedzenie znajomych podczas występu reprezentacji polskich orłów będzie traktowane jak najazd intruzów. W najlepszym wypadku. Zresztą i tak nie dojedziemy do znajomych. Na pewno nie taksówką. Podczas kopania piłki trzy czwarte taksiarzy w naszym kraju ma zakomunikować klientom: „walcie się na ryj”.
Zresztą, co ja się czepiam przewoźników ludności. Od pierwszego do ostatniego gwizdka sędziego można śmiało zawiesić na kołku całą gospodarkę narodową. Przecież nikt, kto ma choć ździebko instynktu przetrwania, nie będzie wymagał efektywnej pracy, gdy tam Don Leo i jego dream team właśnie spuszcza Szwabom tęgie lani,e albo daje w palnik Żabojadom. „Berlin zdobędziemy, Rzym podbijemy, odpoczniemy w Leningradzie, w kołchozowym sadzie” – chciałoby się zaintonować… W meczowy czas Polska zamknie się w domach, zabije drzwi dechami, a na straży postawi rozjuszonego amstafa. Nie chciałbym być w skórze kierownika Zakładu Energetycznego, gdyby nie daj Boże, zabrakło prądu. Powstanie zbrojne ani chybi. Co bardziej obrotni kupią rowery do aerobiku. Zawsze można kazać dziadkowi robić za dynamo. Nasza kasta polityczna też podkręca narodową histerię, wieszcząc w znanym i lubianym stylu. Premier ma zamiar wyskoczyć na meczyk, jak tylko piorunem wyjdziemy z grupy. Najwięksi pesymiści, zasiadający na Wiejskiej dają biało-czerwonym brązowe podium. Reszta nie ma cienia wątpliwości – orły mają już złoto w kieszeniach szortów…
Boże, zachowaj nas od tego złota.. Rzeczpospolita utonie w oceanie gorzały. Każdy większy skwer i ogródek jordanowski otrzyma imię Boskiego Leo. Wywiady, autografy, wizyty w zakładach pracy… Złota Jedenastka zostanie zwolniona z płacenia podatków. Już na zawsze…
Jak zawsze słowo „umiar” funkcjonuje w polskim słowniku jako wyraz obcy. Jak zwykle narkotyzujemy się błazeńskim optymizmem i nawet nie dopuszczamy myśli, że może być inaczej. Że to właśnie MY dostaniemy na boisku kolejną lekcję pokory. I zapewne tak będzie. I co z tego? Znów gawiedź usłyszy, że „teraz mamy cztery lata na przemyślenia”, „zmianę taktyki”, „nową strategię”, „postawimy na młodych” itd. Jak tak jeszcze parę razy odmłodzimy reprezentację, to po murawie będą biegać zawodnicy w pampersach. A selekcjoner na ławce kadr będzie nerwowo gryzł smoczek i miętosił pluszowego misia. No, ale jak zwykle się czepiam. Za to jedno dodaje mi ducha: w dniach transmisji z Euro 2008 będę wychodził do miasta. Cichego i kompletnie wyludnionego. Może spotkam nawet podobnego do mnie odmieńca. Z radyjkiem przy uchu.







słabeeeee
Słaby to jest twój komentarz…