Kazimierz Brakoniecki

 

Teraz już wiem dlaczego Lem nie chciał odwiedzić rodzinnego Lwowa

zamordowanego miasta mimo ocalonych kamienic placów parków kościołów

ożywiona i przebrana pustka grozi melancholia kolejnej utraty

wiem Polak  urodzony w niemieckim mieście co to jest praca tożsamości.

 

Rozklekotany trolejbus spod uniwersytetu na lotnisko we wrześniowy wieczór

rozstanie kropli deszczu z wiatrem wyłanianie się pamięci z odmętów historii

po kamiennych schodach dawnego parlamentu Galicji zbiegają studentki

tak jak w każdym europejskim mieście zbudowanym na warstwach cywilizacji

motyle z plecakami zeszytami torebkami nad nierówną linią chodników

tylko hotel bankowy świeci jak latarnia magiczna oświeconego kapitalizmu.

 

Nie mam prawa do tego miasta do jego serca ale mam prawo do braterstwa

młode panny na wprost mnie w trolejbusie zanim zanurzycie się w smartfony

w króciutkich spódniczkach z których wystają jak dwa kryształy w ciepłej nocy

zagadkowe kolana do których gry obecności się przyzwyczajam

tak jadąc jesteśmy razem w mieście które nas dzieli historią i łączy

klepsydrami ulic polichromią chmur  nawoływaniem wzgórz i dzwonnic

jego pourywana przez przemoc przestrzeń wdziera się do aforyzmów Leca

do futurologii pytań Lema i dlatego ci dwaj zdzierali z ludzkości maskę.

 

Odebrać wam to miasto to powtórzyć zbrodnię to zniszczyć w was nas  samych

chociaż wiem że mógłbym pokochać to miasto jako własne i uniwersalne

uśmiecham się do was w mroku trolejbusu przyjacielsko i życzę wam  szczęścia.

 

Teraz wiem dlaczego Lem bał się powrotu do Lwowa bo powrotu nie ma

przeniósł jego utracony wizerunek na groźny kosmos i potęgę kreacyjnego słowa

istotą miasta jest człowiek którego można zamurować w murach albo je zburzyć.