W siedzibie Stowarzyszenia Społeczno-Kulturalnego Pojezierze w Olsztynie Tadeusz Baryła (Instytut Północny) i Wacław Radziwinowicz (były korespondent “Gazety Wyborczej” w Rosji) dyskutowali o obecnej sytuacji związanej z wojną w Ukrainie i o zmianach narracji na jej temat w Rosji. Punktem wyjścia był oczywiście kolejny incydent z rosyjską rakietą, która 30 lipca nad ranem spadła na Lubelszczyżnie wywołując alarm w wojsku, ale również polityczną dyskusję o bezpieczeństwie Polski.

 

Tadeusz Baryła: Czy nasza kadra wyższych dowódców, generałów jest przygotowana do tego, co się dzieje za naszą wschodnią granicą? Nigdy się nie sprawdzili, nie uczestniczyli w żadnym konflikcie, a wypowiadają się, nawet dla niefachowca, podejrzanie. Jak można było dopuścić, żeby rosyjska rakieta wleciała 98 kilometrów w głąb kraju. Mówią, że to obserwowali. Jak to? Żaden europejski kraj nie dopuściłby balistycznej rakiety na taką odległość.

Wacław Radziwinowicz: Izrael ma kilkudziesięcioletnie doświadczenie z rakietami, ale one ciągle tam wlatują. Stany Zjednoczone mają wszelkie możliwości techniczne, a mimo to Iran bije w ich bazy na Bliskim Wschodzie jak chce. Martwimy się, że nasze siły zbrojne przepuściły rakietę, Rosja przepuszcza ukraińskie dorony na głębokość 2 tysięcy kilometrów. Obrony uczy się tylko w walce, inaczej nie da się zdobyć doświadczenia. Trzeba strzelać te rakiety już w momencie kiedy zbliżają się do polskich granic, nawet kiedy jeszcze znajdują się nad Ukrainą, choćby się to komuś miało nie podobać.

Jesteśmy obecnie w sytuacji fatalnej, ponieważ nie tylko Polska, ale też inne kraje europejskie oraz Stany Zjednoczone poddały się  iluzji, że bardzo efektywne ataki dronów ukraińskich na rosyjskie petrochemie, a także na inne obiekty na przykład magazyny Wildberries, które bardzo pięknie się palą, a także bardzo skuteczne atakie na rosyjską flotę na Morzu Azowskim stworzyły wrażenie, że wojna się odwróciła, że nie musimy się już bać. Strach przed wojną w Polsce rzeczywiście ostatnio najwyraźniej się zmniejszył. Ale to tylko iluzja. Zmieniło się rzeczywiście, ale co innego i to jest bardzo istotne. O wojnie w Rosji przez lata nie wolno było mówić, mówiło się “specjalna operacji wojskowa”, w ograniczonym zakresie, wszystko to ładnie owinięte w propagandową bawełnę. Teraz tego już nie ma. Putin jeszcze słowa wojna nie wypowiedział, ale już jego rzecznik (Dmitrij Pieskow – bs) mówi wprost – prowadzimy wojnę, wojnę ojczyźnianą, w tej wojnie walczymy z całym Zachodem, tak jak z całym Zachodem walczyliśmy w latach 1941-45 – to jest wbite w mózgi Rosjan. Mówią więc, walczymy z Zachodem na całego i teraz nam wszystko wolno, będziemy bić wszystkim co mamy żeby, możemy nawet użyć broni jądrowej żeby złamać Ukraińców. Rosjanie mają przewagę techniczną, bo jeśli oni mogą używać rakiet balistycznych, a Ukraińcy tylko dronów, mogą po kolei niszczyć wybrane cele. Przy okazji też ludzi, ale ludzie dla nich się nie liczą. Rzecznik Putina mówi – nasi obywatele żreć będą trawę, ale będą walczyć aż do zwycięstwa.

Tadeusz Baryła: Co roku budżet wojskowy Rosji rośnie. W piątym roku wojny jest to praktycznie 125 procent budżetu z roku 2022. Skala wydatków Polski na zbrojenia jest niczym w stosunku do tego, co wydaje Rosja na wojnę na Ukrainie. Sami Rosjanie na wpół oficjalnie przyznają, że to co wydali już na tę wojnę, odpowiada 30 latom budżetowych pieniędzy na służbę zdrowia.

Tadeusz Baryła przekazał też ciekawe informacje na temat obwodu kaliningradzkiego (królewieckiego): Znieśliśmy mały ruch graniczny z obwodem kaliningradzkim (w pełnym zakresie obowiązywał on jedynie w latach 2012-2016 – bs), ale skala przekroczeń granicy wcale nie zmalała.W pierwszym półroczu 2026 roku to było 190 tysięcy osób, chodzi głównie o Rosjan mieszkających w głębi Unii Europejskiej. Polska zgodziła się na zwiększenie liczby autobusów obsługiwanych przez linie rosyjskie do Gdańska i Warszawy, chodzi o lotniska i możliwość dalszego transferu do krajów zachodnich. Z jakiego powodu zwiększono tę pulę? W dodatku jest to w ręku jednego człowieka, który stoi na czele Związku Kozaków Dońskich w obwodzie kaliningradzkim i jest bardzo niechętny Polsce.

Statystyka tego nie ujawnia, ale 56 procent mieszkańców obwodu kaliningradzkiego to są emeryci i renciści, to jest duże obciążenie. O ile w Moskwie zarabia się, w przeliczeniu na złotówki, około 10 tysięcy złotych miesięcznie, to w Kaliningradzie 3 tysiące. Ci którzy pracują, a pracują głównie w zawodach okołowojskowych i obsłudze portu, zarabiają oczywiście znacznie więcej, już nie mówię o kominach płacowych. Obwód nie jest wolny od tego co narasta w Rosji od momentu wybuchu wojny, to znaczy kumoterstwa i wyprowadzania na lewo państwowych pieniędzy,

notował bs