Pięciodniowy Campus Polska Przyszłości zakończył się w Olsztynie  pełnym sukcesem organizatorów. Takiego poziomu intelektualnego kilkudziesięciu wykładów i warsztatów jeszcze w Olsztynie nie było i prędko nie będzie. Dyskutowano o polityce, gospodarce, klimacie, technologiach, cyberbezpieczeństwie, szansach i zagrożeniach kraju. Padały ciekawe pytania, formułowano interesujące tezy.

Miejmy nadzieję, że sztab Trzaskowskiego – organizatora Campusu – wykorzysta spisane wnioski w działaniach politycznych, a Campus dla młodych ludzi stanie się momentem przełomowym w podejmowaniu życiowych decyzji.

Padło setki pytań ze strony młodych ludzi. Wszystkie można byłoby sprowadzić do jednego zagadnienia. Co dalej? Co dalej z Polską? Jaka będzie jej przyszłość? Jak skończyć z rządami PiS-u, jego aberracjami i jak później naprawić rzeczywistość. -Jak żyć panie premierze, że zacytuję klasyka – mówił młody człowiek zwracając się do Tuska.

Prostych recept raczej nie było. Adam Michnik perspektywę  zmian widzi w masowych protestach. Jeśli pod siedzibą PiS-u zaprotestuje 2 miliony ludzi, to jego zdaniem władza ustąpi. Tusk odwoływał się do lokalnego patriotyzmu, pozostawania w swoich rodzinnych miejscowościach, miłowania małych ojczyzn i stałej pracy na rzecz zmian. Balcerowicz powtarzał swoje koncepcje tworzenia listy hańby. Zaproponował, aby stworzyć w internecie cyfrowy pręgierz dokumentujący działania ludzi, którzy sprzeniewierzyli się wartościom. Adam Bodnar, z kolei, powołał się na “20 przykazań wolnych ludzi” Timothy Snydera, a więc np. na obywatelskie nieposłuszeństwo, obronę instytucji, etykę zawodową itd. Kosiniak – Kamysz zapraszał na swoje listy wyborcze, a Trzaskowski podpowiadał jak się dostać do parlamentu z odległego miejsca na liście wyborczej.

Gdyby trzy najsilniejsze ugrupowania opozycyjne stworzyły wspólny blok, to nie potrzeba 2 milionów ludzi pod siedzibą PiS i internetowego pręgierza

I tak, jak wymowa pytań była jednakowa, tak samo jednakowa była wymowa odpowiedzi: czekajcie, róbcie swoje i bierzcie udział w wyborach głosując na ludzi szanujących wartości. Żadna ze stron nie wskazała na rozwiązanie najprostsze pod słońcem: pozbawienie PiS władzy tą samą metodą jaką ją zdobył. A więc stworzenia bloku wyborczego, który wykorzysta algorytm d’Honta promujący ugrupowania większe kosztem mniejszych, nie przekraczających progu wyborczego. Kosiniakowi – Kamyszowi zdarzyło się na algorytm narzekać twierdząc, że uzyskali  ponad 1,5 mln głosów (8,55 proc.) i tylko 30 mandatów w sejmie, mówił coś o zmianach ordynacji na rzecz proporcjonalnej (i mieszanej), ale już nie zająknął się jak ten ciągle obowiązujący algorytm przekuć na zwycięstwo z PiS.

Gdyby trzy najsilniejsze ugrupowania opozycyjne stworzyły wspólny blok, to nie potrzeba 2 milionów ludzi pod siedzibą PiS i internetowego pręgierza, aby wygrać wybory. Taki w każdym razie wniosek można wyciągnąć z najnowszych sondaży wyborczych splecionych z algorytmem d”Honta. Rafał Trzaskowski  powiedział na ten temat 2-3 zdania twierdząc, że powinniśmy stworzyć właśnie wspólny front, bo bardzo wiele nas łączy, a kto tej prawdy nie rozumie powinien zrezygnować z polityki.

Trudno powiedzieć kogo miał na myśli, ale jeszcze tego samego lub rano następnego dnia, Hołownia powiedział jasno: żadnych koalicji nie będzie. Takim stwierdzeniem Hołownia wpisuje się w sojusz z PiS-em, który tylko zaciera ręce widząc rozdrobnienie po drugiej stronie. W pisowskiej telewizji nie zdarzyła się jeszcze krytyka Hołowni, co świadczy tylko o tym, że Kaczyńskiemu samotny marsz kaznodziei jest absolutnie na rękę.

Polska racja stanu polegająca na silnych związkach z Unią Europejską, jest zagrożona. Minister polskiego rządu (Ziobro) jawnie nawołując do bojkotu Unii i nieprzestrzegania unijnego prawa, pozbawia nas funduszu odbudowy i wpycha kraj w łapy wschodniego niedźwiedzia. Opozycja na tej wojnie powinna czym prędzej tworzyć wspólny front, bo korzyści ze Wspólnoty są zagrożone.

prawdziwy patriotyzm, to porzucenie osobistych korzyści na rzecz polskiej racji stanu

Ale tak nie będzie. Opozycja lubi być opozycją rozproszoną, bo daje to liderom więcej osobistych korzyści i zwalnia z odpowiedzialności. Startując w pojedynkę wprawdzie więcej się ryzykuje, ale ma się też więcej “gwarantowanych” miejsc na listach wyborczych. Można nimi grać w terenie, obdzielać kolesi pozycją niczym Kaczyński swoich. Rozproszenie to więcej gabinetów, najlepszych na świecie samochodów (bo służbowych), sekretarek, godności, tytułów itd.

Więc mimo, że rozwiązanie jest proste jak budowa cepa, można odnieść wrażenie, że dziadersi z opozycyjnych ugrupowań ukrywają je przed młodymi, żeby tylko nie przystawili im wyborczego pistoletu do głowy i powiedzieli jak na Campusie: światem rządzą algorytmy. Lepiej zająć młodych rozważaniem nad współczesnym patriotyzmem i skierować na jałowe tory dyskusji o polityce historycznej, bo jeszcze ktoś się zorientuje, że prawdziwy patriotyzm, to porzucenie osobistych korzyści na rzecz polskiej racji stanu. osa