IMG 1569 Prof. Marek Sokołowski: Najwięcej dowcipów politycznych powstaje tam, gdzie z władzą nie ma żartów...
prof. dr hab. Marek Sokołowski. Fot. Newsbar.pl

Rozmowa z prof. dr. hab. Markiem Sokołowskim, kierownikiem Katedry Socjologii na Wydziale Nauk Społecznych Uniwersytetu Warmińsko – Mazurskiego.

 

-Wspólnie z dr. Wojciechem Szalkiewiczem napisał Pan książkę pt. Humor i Władza. Wprowadzenie do gelotologii politycznej. O czym jest ta książka?

-O humorze i władzy, przy czym oba wyrazy proszę w tytule napisać wielkimi literami ponieważ ich znaczenie jest równo warte. Przeprowadziłem wśród doktorów socjologii małą ankietę pytając o znaczenia słowa: gelotologia. Wyszło słabo.  Pan wie?

Gdzie powstaje najwięcej dowcipów politycznych? –Tam, gdzie z władzą nie ma żartów.

Śmiech wywołują ludzie, którzy z kamienną twarzą i na sztywno, czy też z niezmierną egzaltacją i rewolucyjnym zapałem sprawują urzędy, czyniąc z tego farsę, parodię.

-Hmmm, nie bardzo, ale wiem jak się dowiedzieć…

-Więc pomogę. Termin rzeczywiście mało znany, rzadko używany. Po polsku powiedzielibyśmy: śmiechologia. Dr Wojciech Szalkiewicz przez lata zbierał dowcipy polityczne – o czym nie wiedziałem – kilka lat temu przyszedł do mnie z projektem książki. Ustaliliśmy w miarę szeroki kontekst, tematykę rozdziałów i tak oto powstało ponad 300 stronicowe dzieło.

-Od kiedy humor, dowcip, śmiech i drwina towarzyszą władzy?

-Można powiedzieć, że od zawsze. Ludzie drwili z władzy w różny sposób to wyrażając. Wątki komizmu pojawiają się u Arystotelesa, Freuda, Kanta, Erazma z Rotterdamu. W książce Imię róży Umberto Eco umierają zakonnice ponieważ czytają zakazane komedie Arystotelesa.  Na dworach zatrudniano błaznów, których zadaniem było rozśmieszanie publiki. W książce sięgamy do odległych czasów, ale z oczywistych względów skupiamy się na współczesności.

-100 żarcików na 100-lecie Niepodległości?

-Nie aż tak, ale przed wojną kabaret miał się bardzo dobrze. W czasie wojny, podczas okupacji,  nie tylko pisano na murach Hitler kaput, ale także ukazywały się pisma satyryczne pokazujące w krzywym zwierciadle Hitlera, Himmlera, Goebbelsa. Drukowano ulotki, śpiewano piosenki humorystyczne. W ten sposób ludność cywilna próbowała łagodzić dojmujące życie codzienne, wzmacniano morale narodu. Po wojnie rzeczywistość w sposób bardzo inteligentny komentowali “Starsi Panowie”. W PRL-u królował Jan Pietrzak, który dzisiaj pełni rolę oficera politycznego, podobnie jak Marcin Wolski, obecnie kierujący programem drugim telewizji narodowej. Wojciech Młynarski napisał kilka tysięcy piosenek, w swojej wymowie bardzo dowcipne, humorystyczne. Prezentował nurt inteligentnej satyry. W trudnych czasach warto się śmiać nawet z samych siebie…

-Dzisiaj, z perspektywy kilkudziesięciu lat, można powiedzieć o przewrotnej roli cenzury. Za PRL-u teksty były bardziej inteligentne ponieważ ich autorzy próbowali zmylić przeciwnika.

-Jak to ktoś powiedział: wtedy był śmiech, a teraz jest rechot. Cenzura wówczas na wiele tekstów przymykała oko, albo autorzy tak je pisali, żeby pod przykrywką aluzji nie można było ich zakwestionować. Wspominamy Młynarskiego, to warto przywołać piosenkę o szeryfie, która ewidentnie odnosi się do ówczesnej władzy lokalnej, albo piosenkę o maratonie pływackim Sopot – Puck, w której wszyscy się topią, łącznie z kierownictwem.

-Może dlatego za komuny określano nas najweselszym barakiem w obozie socjalistycznym. A jest coś takiego jak specyfika humoru przypisana różnym nacjom?

-Zastanawiał się nad tym Kazimierz Żygulski w książce “Wspólnota śmiechu”. Nie będąc specjalistami i nie wpadając zbyt głęboko w stereotypy, podskórnie czujemy, że np. humor angielski jest inny od humoru czeskiego. Humor brytyjski jest jak wino wytrawne – subtelny, głębszy, niekoniecznie śmieszny – jego wyrazicielem mogą być skecze Monty Pythona, np. Ministerstwo głupich kroków, do obejrzenia na You Tube. Humor czeski – który śledziłem u Hrabala i Haszka – jest bardzo plebejski, bo najczęściej wywodzi się z gospody. Nasz z kolei jest bardziej siermiężny. Ale na świecie jest bardzo dużo dowcipów, powiedziałbym, zmutowanych, które pojawiają się w rożnych okresach, pod różnymi szerokościami geograficznymi. U nas są to np. dowcipy typu samolotem leci: Polak, Czech, Rosjanin. A we Francji będzie to np. Niemiec, Francuz, Anglik. Dowcipy o polskich milicjantach w Stanach przerabiano na Polish jokes.

Olga Lipińska Prof. Marek Sokołowski: Najwięcej dowcipów politycznych powstaje tam, gdzie z władzą nie ma żartów...
Olga Lipińska. Fot. Newsbar.pl

-Dlaczego na przestrzeni ostatnich lat śmiech zamieniliśmy w rechot?

-Dzisiaj mamy łopatologię na scenie i ekranie. Mężczyzna zakłada chustę na głowę, przebiera się za przysłowiową babę, albo udaje pijaka na estradzie i z tego mamy się rechotać. Dawniej była satyra bardziej inteligentna z takimi nazwiskami jak np.: Tym, Dobrowolski, Federowicz, Bareja, którego filmy czytano za każdym razem z kluczem politycznym. Albo przypomnijmy sobie wyrafinowany kabaret Olgi Lipińskiej, ze świetnym Gajosem grającym typowego Polaka pod postacią woźnego Tureckiego w berecie z antenką. W kiepskiej kondycji jest współczesna piosenka kabaretowa. Jest kilka wyjątków jak np. Andrzej Poniedzielski czy Artur Andrus, ale ta lista tekściarzy i wykonawców jest coraz krótsza. Także w Olsztynie będącym kiedyś zagłębiem kabaretowym.

-Ówczesny dowcip byłby dzisiaj nieśmieszny?

-Myślę, że już by tak nie śmieszył jak dawniej. Dzisiaj mamy np. “Ucho prezesa”, które usiłuje dorównać tamtemu poziomowi inteligencji, ale to się raczej nie udaje. Z zainteresowaniem obejrzałem pierwsze trzy, może cztery odcinki, ale późniejsze już nie były śmieszne, mimo, ze twórcy dokładają wielu starań jeśli chodzi o scenografię, dobór aktorów, rekwizytów. Możemy mówić o pewnym odświeżeniu formuły kabaretowej, bo tu nie ma np. kupletów, jest za to technologia filmowa, nowa forma dystrybucji. Mamy wysyp kabaretonów, w telewizji specjalistyczne kanały kabaretowe, ale poziom produkcji jest coraz niższy. Mnie kabarety coraz mniej bawią, podobnie jak nie śmieszą gagi Benny Hilla. Preferuję subtelne formy satyry przepojone duchem absurdu rodem np. z “Przygód dobrego wojaka Szwejka”.

Artur Andrus Prof. Marek Sokołowski: Najwięcej dowcipów politycznych powstaje tam, gdzie z władzą nie ma żartów...
Artur Andrus podczas olsztyńskich Spotkań Zamkowych. Fot. Newsbar.pl

-Czy w swojej książce wzięliście pod lupę dowcipy żydowskie?

-Tylko o nich wspominamy. Humor żydowski ma ogromną tradycję, jest kulturowo z nami związany, ale pominęliśmy go świadomie ponieważ wymaga osobnej analizy i niespecjalnie pasuje do wątku politycznego przejawiającego się w książce.

-Mówiąc o “Uchu prezesa” wspomniał Pan o nowej formie dystrybucji mając zapewne na myśli You Tube. Czy internet ma wpływ na rozwój kabaretu, humoru w ogóle?

-Ogromny. Po pierwsze dlatego, że dzisiaj każdy może zaistnieć w przestrzeni medialnej z własnymi formami kabaretowymi. Po drugie mamy dostęp do wszelkich archiwaliów. I wreszcie pojawiają się zupełnie nowe formy humoru jak np. tzw memy dowcipnie komentujące rzeczywistość. Internet umożliwia interaktywność poprzez system komentarzy, także w telewizji. Mnie np. w programie “Szkło kontaktowe” zupełnie nie bawią komentarze występujących tam dziennikarzy czy satyryków, ale rozśmieszają do łez niektóre SMS-y przysyłane przez telewidzów.

okladka Prof. Marek Sokołowski: Najwięcej dowcipów politycznych powstaje tam, gdzie z władzą nie ma żartów...

-Można dzisiaj zauważyć zjawisko ucieczki w kulturę. Społeczeństwo jest wyraźnie zmęczone ciągłymi konfliktami na scenie politycznej i dlatego chroni się w salach teatralnych, filharmoniach lub na występach kabaretowych. Czy humor i satyra pozwalają odetchnąć, zmniejszyć napięcie dnia codziennego?

-Sam jestem częstym uczestnikiem wydarzeń kulturalnych i widzę, że np. nowa sala koncertowa filharmonii w Olsztynie jest już za mała. Bardzo popularny jest olsztyński teatr. Wiele osób z Olsztyna, mimo drogich biletów i kosztów podróży, jeździ na koncerty i spektakle do innych miast, ale ja bym tego nie wiązał z polityką. Od zawsze ludzie chcieli być bawieni, szukali rozrywki, kultury. W najbardziej podłych czasach żartowano i bawiono się czego dowodem np. czas karnawału będącym formą odreagowania smutku i zadumy. Kultura jest bardzo ważnym składnikiem naszego życia, a że humor i satyra mogą być formą obrony przed agresywną polityką to rzecz absolutnie zrozumiała.

Rozmawiał: Piotr Posada

 


 

IMG 1566 150x150 Prof. Marek Sokołowski: Najwięcej dowcipów politycznych powstaje tam, gdzie z władzą nie ma żartów...


prof. dr hab. Marek Sokołowski –
medioznawca i socjolog kultury, w swoich pracach zajmuje się kulturową rolą mediów we współczesnym społeczeństwie, antropologią i socjologią nowych mediów, kulturą popularną. Teoretyk oraz praktyk działań medialnych. W przeszłości wieloletni przewodniczący Rady Programowej oddziału Telewizji Polskiej w Olsztynie.

NAPISZ ODPOWIEDŹ - wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji.

Wprowadź swój komentarz
Proszę podać swoje imię