Magazyn Opinii z Warmii i Mazur

Kultura

Świat zatrzymany w medalach

Świat zatrzymany w medalach

brakoniecki rotated e1792345850335 1276x1024 Świat zatrzymany w medalach

Poniedziałek, 12 października 2026 roku, był wyjątkowym dniem dla olsztyńskiego środowiska plastycznego. W Domu Opieki Laurentius odbył się benefis Barbary Lis-Romańczuk, artystki plastvczki urodzonej w 1935 roku w Poznaniu, od lat związanej z Olsztynem. Artystka zajmuje się medalierstwem, grafiką, rzeźbą, rysunkiem i malarstwem, wymyśliła własną technikę: „balir”, której nazwa pochodzi od pierwszych liter jej imienia i nazwiska. Z warstw rwanego papieru powstają delikatne, przestrzenne reliefy.

Na spotkanie z Barbarą Lis-Romańczuk, nazywanej panią Basią, przyszło bardzo wielu gości, głównie malarzy, plastyków, przyjaciół. Rozmowę z artystką prowadził poeta i pisarz Kazimierz Brakoniecki, jej przyjaciel od lat. Zaczął od wyznania, że rozmowy o literaturze zbliżyły ich do siebie, i że to on miał podtrzymać panią Barbarę na duchu, „ale to ona mnie wzmacnia”.

Artystka opowiedziała o swoich losach. Jest związana z trzema miastami: z Dąbrową Górniczą, z Poznaniem, gdzie skończyła liceum plastyczne, i z Gdańskiem, gdzie studiowała malarstwo w pracowniach profesorów Studnickiego i Potworowskiego w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych. W Gdańsku poznała też swojego męża, Mieczysława Romańczuka, którego rodzina, ewakuowana z Wileńszczyzny, osiadła w Olsztynie. – Do Olsztyna trafiłam przez Romańczuka – mówiła pani Basia. Mieli tu pracownię przy ulicy Limanowskiego 9 – na czwartym piętrze, które dziś, jak żartuje, wydaje się siódmym. Z pracownią wiąże się anegdota: jeden artysta dostawał klitkę, a oni potrzebowali większej przestrzeni. – Musieliśmy wziąć ślub, żeby były dwie osoby na tę podwójną klitkę, czyli około 70 metrów – wspominała. Małżeństwo okazało się partnerskie. – Nie było to działanie konkurencyjne – mówiła o tym, jak żyli i tworzyli obok siebie, każde w swojej dziedzinie, pomagając sobie nawzajem, także w ocenie prac.

Do medalierstwa trafiła przypadkiem. Skończyła malarstwo, a potem zobaczyła na wystawach prace znakomitych medalierów i przekonała się do tej małej formy, która „bardzo pasowała manualnie i tematycznie”.  – I w ten sposób przypadek zrządził, że do dziś robię medale – mówia z uśmiechem. Brakoniecki zauważył, że w jej czułych, zmysłowych rękach medal przestał być sztuką oficjalną. Stał się wypowiedzią liryczną, intymną i prywatną: krajobrazem, wspomnieniem, dotykiem. Pani Basia dodała, że życie, przyroda, spotkania z ludźmi i przyjaciółmi to wielki materiał do pracy, a medal jest techniką bardzo wdzięczną. – Polecam – można w niej robić, piękne rzeczy, a jeśli nie robić, to oglądać.

Poeta podkreślał, że to nie tylko talent dany przez naturę, ale świadoma, wieloletnia praca. – Bez pracy naprawdę nic się nie zrobi – przytaknęła artystka. Mówili o przyjaźni z materiałem. – Z brązem trzeba się zaprzyjaźnić, trochę go pomęczyć i okiełznać, a papier, ten delikatny, rwany, trzeba po prostu szanować. – Piękne słowa – tak podsumował Kazimierz Brakoniecki podejście do świata na zasadzie partnerstwa: z materiałem, z człowiekiem, z życiem.

Poeta opowiadał też, jak pani Basia potrafi patrzeć. Kilka dni wcześniej, zauważyła za oknem liście na trawniku i opowiedziała, jak jesień układa z nich geometryczne kształty.

– Te rozmowy dają mi ufność i nadzieję, że sam, gdy będę starszy, też zachowam tak wspaniały umysł, tak wspaniałe serce i taką wolę tworzenia – mówił prowadzący. Przywołał filozofkę Jolantę Brach-Czajnę i jej „głębokie i uważne bytowanie w tym, co nas otacza”. – Kto tak żyje – powiedział – ten tworzy sztukę własnym życiem.

Rozmowę Kazimierz Brakoniecki zakończył życzeniami zdrowia, wspaniałego uśmiechu i tej wewnętrznej energii, która służy także innym. Potem głos zabrał Andrzej Kuśmierczyk pomysłodawca spotkania, właściciel olsztyńskiej firmy Hakus: – Basieńko, kochana, żyj nam najdłużej i twórz. Przedsiębiorca opowiedział, że ma dwie walizki sprzętu, które pani Basia chce wykorzystać do dalszej pracy, bo ciągle ma pomysły i, jak podkreślił, „straszną siłę”. Przyznał, że musiał się napracować, żeby ten benefis się odbył, bo usłyszał od artystki: „Jeszcze nie umieram”, ale w końcu się zgodziła. Na zakończenie zabrzmiała muzyka filmowa w wykonaniu męskiego duetu gitarowego oraz kobiecego skrzypcowo-fortepianowego.

Andrzej Kuśmierczyk, który opiekuje się dziełami artystki, podkreślił, że znają się z panią Basią od wielu lat, razem tworzyli katalogi i pamiątki związane z jej twórczością. Oboje urodzili się w Poznańskiem i – jak opowiadał – kiedy rozmawiają, czasami przechodzą na tamtejszą gwarę. Gdy przytoczył, jak przekomarzają się po poznańsku, dokąd pojechać na obiad, sala wybuchła śmiechem. Przedsiębiorca przyniósł pani Basi bukiet róż: bez ozdób, takie, jak lubi, bo i tak sama przytnie łodygi i oberwie listki. Kwiat, który – jak mówił – uwielbia i który wielokrotnie pojawia się w jej twórczości.

Każdy, kto przyszedł, dostał na pamiątkę płaskorzeźbę pani Basi – w oprawie, przygotowaną wspólnie przez artystkę i Andrzeja Kuśmierczyka – żeby podziękować gościom za przybycie. Bo pani Basia, mimo dziewięciu dekad za sobą, wciąż ma pamięć, kondycję i chęć do pracy. I nikt tam chyba nie miał wątpliwości, że naprawdę tworzy sztukę własnym życiem.

Beata Brokowska

Fot. Benefis Barbary Lis-Romańczuk w Domu Laurentius w Olsztynie, 12 października 2026

 

#kultura

Udostępnij
fX

Polecamy

Bitwa pod Grunwaldem: Kto jest kim na obrazie?Radio Historia: głosy tych, którzy mieli odwagę

Multimedialne opowieści

O pani Marii z Warmii
Hołd pruski: Jan Matejko
Polski sztandar nad Gietrzwałdem
Kant zaprasza na obiad
Balbina Świtycz-Widacka
Maria Konopnicka
Multimedialna opowieść o szkołach polskich
Prawie wszystko o energii odnawialnej
Multimedialna opowieść o polskich patriotach
Tajna misja Mazurów
Mapa plebiscytowa
Synagoga w Barczewie
Mapa pisarzy