Tadeusz Prusiński

Opowieść o braciach Głuszczakach – materiał archiwalny maj, 2004 r.

Poprzedni
Następny

Konspiratorzy z Paczkowa

 

(…) Prezydentowi Rzeczypospolitej Polskiej i władzom naszej organizacji „Utrzymanie Polskości” będę bezwzględnie posłuszny. Powierzonych tajemnic niezłomnie dochowam, cokolwiek by mnie spotkać miało. Wstępując w szeregi organizacji „Utrzymanie Polskości”, walczącej w konspiracji z wrogiem o wyzwolenie Ojczyzny, przyjmuję, że moim obowiązkiem jest walka według wydanych rozkazów.

Czwórka maturzystów liceum w Paczkowie po kolei wymawia z powagą słowa przysięgi. Lewe dłonie trzymają na piersi, prawe – ugięte w łokciu i wzniesione. Na stole przed nimi stoi krzyż i dwie płonące świece. Jest wieczór 11 listopada 1950 roku.

Zwycięstwo będzie nagrodą. Zdrada karana jest śmiercią. Tak mi dopomóż Bóg!

Za oknem pokoju Jurka Mroza przy ul. Staszica 21 Paczków układa się do snu.

W śląskim Carcassonne

Położony na Pogórzu Sudeckim, u wejścia do Kotliny Kłodzkiej, cztery kilometry od czeskiej granicy, niebroniony przez Niemców, za którymi Sowieci pognali dalej na zachód, ocalał Paczków jakimś cudem. A potem ze wschodu ciągnęły trasą na Katowice, Nysę, aż do Jeleniej Góry eszelony z lwowiakami, przesiedleńcami ze Stanisławowa i Tarnopola. Mijali wsie murowane, zagospodarowane i raptem zobaczyli przepiękne, tonące w zieleni miasto (a był czerwiec) – z murami obronnymi, z 19 basztami i trzema wieżami bramnymi, pięknym kościołem, rzeką, wspaniałymi plantami… No, jak z bajki.

paczkow2 184x300 Opowieść o uczniach jednej klasy.  Konspiratorzy z Paczkowa
Paczków. Fot. Newsbar.pl

A w domach czekały puste mieszkania do zagospodarowania, nawet umeblowane. Wieczorem gazowe lampy roztaczały niebieskawą poświatę. Właściwie się wchodziło jak w jakiś ogród z baśni – te platany, magnolie kwitnące, głogi, mikroklimat. Stał się więc Paczków azylem dla tych, „którzy nigdy nie opuścili Polski, tylko Polska ich opuściła” i dla wielu takich, co chcieli się ukryć.

Dawniej Paczków stał na straży granic Biskupstwa Wrocławskiego, a w późniejszych czasach strzegł terenów Księstwa Nyskiego. Jeszcze później znalazł się w państwie niemieckim. W dwudziestoleciu międzywojennym trzeba było mieć specjalne zezwolenie rządu niemieckiego na osiedlenie w tym mieście – mogli tu mieszkać tylko zasłużeni emeryci.

Śląskie Carcassonne, mówili potem z dumą powojenni mieszkańcy – najlepiej zachowany zespół miejskiej architektury obronnej, jak w tym mieście południowej Francji. Dziś jest największą atrakcją turystyczną Opolszczyzny.

Należało do największych i najsławniejszych gimnazjów klasycznych w historii ówczesnych wschodnich Niemiec

Mieszczące się w potężnym dziewiętnastowiecznym gmachu paczkowskie gimnazjum było ponad miarę tego miasteczka. Należało do największych i najsławniejszych gimnazjów klasycznych w historii ówczesnych wschodnich Niemiec. Chlubiło się wspaniałą biblioteką dzieł oprawionych w skórę i ze złoconymi brzegami, od Herodota po Homera i Senekę, w języku niemieckim, angielskim, grece i łacinie. W XIX wieku uczył się w nim jeden z Czartoryskich.

Uczniów pierwszych powojennych lat piękno Paczkowa i okolic urzekło i zespoliło. Cudowna zielona oaza na wielkiej pustyni wojennych zniszczeń. Poczuli, że są u siebie.

Ogromne wrażenie wywierały na nich gimnazjalne sale wykładowe, biblioteka, wielka aula i kaplica z organami, a nade wszystko przestronność korytarzy i schodów, ze swoim  specyficznym zapachem i atmosferą dostojeństwa. Prawdziwa świątynia nauki.

W 1948, gdy bracia Zbigniew i trzy lata młodszy Bohdan Głuszczakowie zaczęli tu się uczyć, gmach mieścił gimnazjum i liceum, a lekcje nadal odbywały się we wspaniale wyposażonych gabinetach, z półkami pełnymi ksiąg w skóry oprawionych, jak w książnicach jakichś.

Po wojnie wspaniała biblioteka szkolna powiększyła się o polskie dzieła dzięki ludziom, którzy przynosili uratowane w okupację książki, no i Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” wydawała po 2,40 zł klasykę polską na gazetowym papierze. Tyle wówczas kosztował popularny obiad, taki robotniczy, który się dostawało na bony. Robotnik zarabiał dwa do czterech tysięcy, główny księgowy – piętnaście tysięcy złotych, a kilogram wołowiny z kością kosztował złotych sto.

 
Paczkowskie liceum

Poprzedni
Następny

NAPISZ ODPOWIEDŹ - wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji.

Wprowadź swój komentarz
Proszę podać swoje imię