Tadeusz Prusiński

W sierpniu 2018 roku minęła 81. rocznica urodzin Edwarda Stachury, poety i pisarza, wędrowca, pieśniarza i tłumacza… Pod koniec lipca minęła też 39. rocznica jego śmierci. Człowieka, który sam siebie zanegował. Który zostawił głęboki ślad w literaturze i umysłach wielu czytelników.

Poprzedni
Następny

Głęboki ślad Steda

Opowiem o Stachurze z największą ostrożnością, na jaką mnie stać. W moim życiu odegrał on rolę ogromną. Oczywiście nie tylko w moim. Wiem, ale mogę mówić wyłącznie o osobistych doświadczeniach, choć podejrzewam, że podobne stały się udziałem bardzo wielu.[1]

Właściwie mogę powiedzieć, że to są moje słowa, chociaż napisał je na swoim blogu Krzysztof Rutkowski. Nie ten celebrycki detektyw, ale inny Rutkowski – pisarz, eseista, historyk literatury i kultury, edytor, tłumacz, dziennikarz, profesor Uniwersytetu Warszawskiego, znawca m. in. twórczości Stachury i wydawca pięciotomowej edycji jego dzieł (tzw. dżinsowej).

Na swoim blogu Rutkowski pisze dalej:

dzięki niemu udało mi się, mimo potknięć i wpadek, zachować wierność sobie

Widziałem go tylko trzykrotnie, ale wiadomo, że nie ilość spotkań się liczy, lecz ich intensywność. Od Stachury zaczęło się moje szukanie „czegoś” i „kogoś”, dzięki niemu udało mi się, mimo potknięć i wpadek, zachować wierność sobie.

Ja widziałem Stachurę dwa razy. Pierwszym razem – w autobusie miejskim w Olsztynie. Stałem za nim i intensywnie myślałem, jak go zagadnąć, o co zapytać. Znałem już jego „Siekierezadę”, „Wszystko jest poezja”, „Się”, ale miałem obiekcje, czy wypada go, ot, tak, zwyczajnie, zagadnąć. Byłoby przecież o czym porozmawiać…

Wiedziałem, że jedzie na tę samą imprezę, co ja – na spotkanie z Edwardem Stachurą. Potem szedłem za nim od przystanku przy sądzie aż na Stare Miasto i ciągle nie miałem śmiałości, żeby się odezwać do niego. Drugim razem widziałem go – i słuchałem – dzień później. Był 1978 rok, początek czerwca.

Spotkanie ze Stachurą rozpisane było na cztery dni. Odbywało się w Baszcie przy Okopowej, w sali pod słynnym „Jungstem” – restauracją prowadzoną przez Andrzeja Jungsta. Zorganizowała je Interdyscyplinarna Placówka Twórczo-Badawcza „Pracownia”, którą m. in. tworzyli: Ryszard Michalski, Krzysztof Gedroyć, Jenny i Tadeusz Burniewiczowie, Erdmute i Wacław Sobaszkowie, Wiesław Wachowski, Ewa Kusiorska… Malarz i grafik Tadeusz Burniewicz, znany w środowisku jako „Bury”, w tamtych latach projektował graficznie książki Stachury, o którym mówił (jak i inni przyjaciele) – Sted. Stachura, gdy bywał w Olsztynie, u niego mieszkał.

Stachura mówił zdaniami ze swoich książek. Jakby czytał kolejną, jeszcze niewydaną

Wtedy, w „Pracowni”, Stachura mówił zdaniami ze swoich książek. Jakby czytał kolejną, jeszcze niewydaną. Chwilę się zastanawiał, zaciągał się papierosem i lekko się zacinając ciągnął monolog – niemonolog. Wrażenie było niesamowite. Na widowni – cisza, jak makiem zasiał. A on, z półprzymkniętymi oczami, palący papierosa za papierosem, mówił, mówił, mówił…  Rok później to, co opowiadał, ukazało się jako książka o tytule „Fabula rasa (rzecz o egoizmie)”. Wyszła miesiąc po jego samobójczej śmierci.

Na trzeci wieczór ze Stachurą nie poszedłem. Zmęczyły mnie dwa wcześniejsze. Objawiły, że oto on, Stachura, który stał się człowiekiem-nikt, doszedł do ściany. Do progu właściwie. Wyjrzał za próg i zobaczył kosmos. I kosmos go poraził. I został człowiek-nikt.

Tak to sobie wtedy, student, tłumaczyłem. Wtedy…

Pomyślałem też wówczas, że chyba coś sobie zrobi. Zrobił rok później.

 

Posłuchaj piosenki w wykonaniu Edwarda Stachury


[1]  http://stachuriada.pl/stachura/spoza/ksiaze.html

Poprzedni
Następny

NAPISZ ODPOWIEDŹ - wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji.

Wprowadź swój komentarz
Proszę podać swoje imię