Rozmowa z Pierre Kajko, właścicielem studia nagrań “Tamburo”, kolekcjonerem gitar, byłym działaczem olsztyńskiej Solidarności

 

Pierr Kajko. Fot. Newsbar.pl
Pierre Kajko. Fot. Newsbar.pl

-Przestronny, nowoczesny dom daleko od szosy, prawdziwe odludzie, kilkukilometrowy dojazd lichą drogą. A w domu nowoczesne i dobrze wyposażone studio nagrań. Co tu jest grane? Kto przyjeżdża na to odludzie nagrywać płyty?

-Dojazd rzeczywiście trudny, ale to tylko kilkanaście kilometrów od Olsztyna. Studio nagrań to raczej moja pasja, hobby, a nie jakaś większa działalność muzyczna. Nagrywają tu głównie młodzi ludzie, których nie stać na profesjonalne studio. Zresztą robią to u mnie za darmo. Czasem funduję na różnych przeglądach muzycznych nagrodę w postaci sesji nagraniowej. Mimo, że sam jestem amatorem realizatorem, to oferuję profesjonalny poziom nagrania. Wprawdzie nie mam osobnych pomieszczeń dla poszczególnych instrumentów, ale przy odpowiedniej sprawności realizatora i samych muzyków, nagrania są OK. Otoczenie wspaniałe, jest przestrzeń, są instrumenty, dobre mikrofony, montaż, jest np. profesjonalna perkusja rejestrowana przez kilkanaście mikrofonów wysokiej jakości.

Studio nagrań Pierra Kajko
Studio nagrań Pierre Kajko

-Własna płyta, to przepustka do świata show businessu?

-Tak może było dawniej. Dzisiaj samo wytłoczenie płyty nie jest problemem, można to zrobić zdalnie wysyłając elektronicznie materiał dźwiękowy do tłoczni. Tam wyprodukują nam dowolną liczbę płyt, zaproponują okładkę, przyślą cały nakład kurierem, przyjmując płatność bezgotówkową. Nie ruszając się z domu możemy mieć profesjonalnie wytłoczoną płytę zdalnie wyprodukowaną. Tajemnica muzycznego sukcesu jest w samym nagraniu. Nie sztuka wyprodukować płytę, sztuką jest umiejętność grania, śpiewania itp. Dzisiaj młode zespoły muzyczne nie garną się do tłoczenia własnych płyt ponieważ wiedzą, że na koncercie można coś źle zagrać lub zaśpiewać, a publiczność może tego nie wyłapać,  płyta zaś, czy mówiąc szerzej – rejestracja cyfrowa – jest obnażającym zapisem talentów i umiejętności wszystkich ogniw procesu tworzenia projektu muzycznego.

W Olsztynie nie ma tradycji klubowych, miejsc znanych z występów różnych kapel. Zwykle po takich koncertach zespoły sprzedają swoje płyty. Skoro nie ma takich miejsc, to nie ma rynku na niskonakładowe produkcje płytowe. Z pewnością mamy w regionie wielu zdolnych muzyków, twórców. Zauważam jednak, że boją się oni utrwalać na płytach swój dorobek artystyczny. Powodem nie są kwestie budżetowe, a właśnie brak śmiałości i odwagi.

Pierre Kajko. Fot. Newsbar.pl
Pierre Kajko. Fot. Newsbar.pl

-A skąd ta pasja do muzyki, a raczej jej utrwalania? Grał Pan w przeszłości w jakimś zespole muzycznym? Pracował w studiu nagrań?

-Wróciłem z emigracji w rodzinne strony i w ten sposób zamierzam spędzać emeryturę. Skończyłem wprawdzie szkołę muzyczną, znam nuty, grywałem w zespołach, ale nigdy muzyka nie była moją profesją. Uważam, że nie można być muzykiem dorywczo. Jeśli che się grać na poważnie, to trzeba się oddać muzyce całym sercem. Mieszkając na Zachodzie pracowałem głównie jako geodeta, dorywczo też byłem trenerem męskiej drużyny siatkarskiej, miałem małe studio nagrań. Teraz przeniosłem to studio na podolsztyńską wieś doposażając je technicznie.

-Kiedy wyemigrował Pan z Olsztyna? Jest pan emigrantem ekonomicznym czy politycznym?

-W stanie wojennym dostałem paszport w jedną stronę. Do wyboru miałem Kanadę lub Francję. Ponieważ znałem trochę język francuski zdecydowałem się na Francję, przede wszystkim dlatego, że bliżej kraju. Wylądowałem wraz z rodziną w mieście Rodez koło Tuluzy. Trafiłem do szkoły językowej, znalazłem pracę jako geodeta w niewielkiej firmie, zmieniłem pisownię imienia na francuską. Na miejscu okazało się, że moje wykształcenie zawodowe jest naprawdę na wysokim poziomie. Miałem wrażenie, że jako geodeta posiadałem wyższe kwalifikacje od francuskich kolegów.

Pierr Kajko
Pierre Kajko

Wprowadzałem w firmie wiele innowacji, wdrażałem własne oprogramowanie komputerowe, które usprawniało pracę geodetów, zajmowałem się w przedsiębiorstwie także informatyzacją. W pewnym momencie w firmie miało dojść do przekształceń własnościowych. Zostałem zwolniony na podstawie niesłusznych oskarżeń i podjąłem pracę w firmie, która budowała w Polsce francuskie supermarkety i fabryki, m.in. olsztyński Michelin. Sporo podróżowałem między Polską, a Francją. Nie mogłem pogodzić się z niesłusznym zwolnieniem w poprzedniej firmie i odwołałem się do francuskiego sądu, który dopatrzył się ewidentnego złamania prawa, przyznając mi rekompensatę w postaci ponad 2-letniego wynagrodzenia.

-Cofnijmy się w czasie, do Polski stanu wojennego. Był Pan działaczem Solidarności?

-W sierpniu 1980r. gdy w Gdańsku rozpoczęły się strajki postanowiłem zebrać na olsztyńskiej Starówce pieniądze dla stoczniowców. I nawet mi się to udało, może byłem obserwowany, ale zgromadziłem całą reklamówkę pieniędzy. Skontaktowałem się z księdzem Żołnierkiewiczem, który dał mi pisemną rekomendację i pojechałem do Trójmiasta, gdzie przekazałem gotówkę biskupowi. Tak się zaczęła moja współpraca z ówczesną opozycją. Miałem wtedy 27 lat.

-Trafił Pan do stoczni czy wrócił do Olsztyna?

-Wróciłem, a pracowałem w Olsztyńskim Przedsiębiorstwie Gospodarki Maszynami Budownictwa. Zacząłem zbierać podpisy, zakładać Solidarność. Pojechałem znów do Gdańska,  żeby ją “zalegalizować” u Wałęsy. Pewnie byłem w Olsztynie jednym z pierwszych działaczy, ale to dzisiaj fakt mało znany, bo liczyły się większe zakłady, jak np. MPK, Spomasz. Na zebraniu przedstawicieli różnych zakładów wybraliśmy pierwszego przewodniczącego związku w regionie. Został nim, zmarły niedawno, Edmund Łukomski.

Byłem przewodniczącym Solidarności w przedsiębiorstwie i z kilkoma kolegami z regionu postanowiliśmy robić gazetkę. Zdobyliśmy maszynę offsetową, mieliśmy dwóch drukarzy i wiele zapału. Ktoś zaproponował nazwę Rezonans i tak zostało. Pisał kto chciał, ja rysowałem, tworzyłem karykatury, proste formy graficzne itp. Udzielali się m.in.: Andrzej Weber, Leszek Grucela, Swietłana Kruk, jej mąż Erwin Kruk, Jan Rosłan. Pracy przy redagowaniu gazetki było coraz więcej, więc zostałem pracownikiem zarządu regionu i przeniosłem się do wieżowca przy ul. Dąbrowszczaków. Służba Bezpieczeństwa wiedziała o nas wszystko.

-Na jakiej podstawie Pan tak twierdzi?

-Na podstawie informacji z IPN. Na przykład wiceprzewodniczący zarządu regionu, niejaki Wiesław R., był tajnym współpracownikiem. Szykowano go na nową Solidarność. Z bezpieką współpracował już jako student. Był internowany, siedział ze mną w jednej celi i żeby nie było podejrzeń, nawet dłużej ode mnie. Szpiclem była sekretarka, która brała udział w każdym zebraniu, miała dostęp do wszystkich dokumentów. Druga strona musiała wiedzieć wszystko.

-A jak się władza obeszła z Panem 13 grudnia 1981r, przyszli po Pana?

-13 grudnia miałem być internowany, ale zostałem w porę ostrzeżony. Nim przyszła milicja, zapukali do mnie znajomi i powiedzieli, że z wieżowca przy ul. Dąbrowszczaków, gdzie znajdowała się siedziba związku, meble lecą z okien. Natychmiast uciekłem z domu, próbowałem się kontaktować z kolegami, ale wszystkich zdążyli zabrać. Jak do mojego mieszkania zapukała bezpieka, to mnie w domu już nie było.

13 grudnia miałem być internowany, ale zostałem w porę ostrzeżony

Ukrywałem się do 16 lutego 1982r. Tego dnia syn i żona mają urodziny. Pojawiłem się w domu. Musieli na mnie czekać pod blokiem, zostałem aresztowany. Przyjąłem to nawet z pewną ulgą bo ukrywając się narażałem wielu ludzi, którzy mi pomagali, wszędzie widziałem konfidentów, ukrywanie się ogromnie wyczerpuje psychicznie. Trafiłem do więzienia w Iławie. Siedziałem w ośmioosobowej celi z olsztyńskimi działaczami Solidarności.

Gdy mnie wypuszczano na wolność, dali mi paszport bez możliwości powrotu. Teraz, po latach, otrzymałem status poszkodowanego, a z inicjatywy IPN, dostałem od prezydenta Dudy krzyż za zasługi w budowie niepodległego państwa.

Gitary ze zbiorów Pierre Kajko

Jestem fanem Marka Knopflera i głównie gromadzę gitary, które mają z nim coś wspólnego

-Historia się twardo z Panem obeszła. Pomówmy jeszcze o dniu dzisiejszym i studiu nagrań…

-Jestem fanem Marka Knopflera i głównie gromadzę gitary, które mają z nim coś wspólnego. Mieszkając we Francji jeździłem do różnych krajów na jego koncerty. Knopflerem zaraził mnie mój brat, który wysłuchawszy przed laty, w radiowej Trójce, audycji Piotra Kaczkowskiego o zespole Dire  Straits i płycie Brothers in Arms, zadzwonił do mnie i mówi: co za kapela, musisz jej posłuchać, a mnie kupić płytę. Kupiłem bratu płytę, a sobie kasetę magnetofonową, której słuchałem w samochodzie. Fantastyczna muzyka.

Po raz pierwszy na koncercie Knopflera byłem w lipcu 1983r. w Londynie. Mieszkając we Francji wcale się nie przelewało. U nas się myśli, że jak się zarabia cztery razy więcej niż w Polsce, to jest dobrobyt. Ale trzeba pamiętać, że i cztery razy się więcej wydaje. Gitary zacząłem kupować, gdy jedną nogą mieszkałem w Polsce. Miałem więcej pieniędzy, bo firma płaciła np. za mieszkanie, mogłem sobie pozwolić na hobby.

-Uzbierało się tych gitar kilkadziesiąt. Najciekawsze egzemplarze?

W domu ciągle słuchałem Knopflera. Nie grałem wtedy na gitarze elektrycznej, wolałem grać jazz. “Chodził za mną” Wes Montgomery, Joe Pass, Django Reinhardt, Gerge Benson. Kupiłem gitarę Gibsona E-175, potem inne i wpadła mi w ręce gitara Gallato – taka na jakiej grał Django. Dowiedziałem się, ze firma Martin Guitars wypuściła gitarę akustyczną HD-40 MK, sygnowaną przez Marka Knopflera i się zaczęło. Udało mi się ją kupić. Ma numer 109/251. Na całym świecie jest tylko 251 egzemplarzy tego instrumentu. Wewnątrz widnieje wizerunek dinozaura, któremu nadano imię Masiakasaurus knopfler. Zdobyłem ją.

Do kolekcji doszedł czerwony Schecter Strat, gitara blaszana National Style “O” z 1937r., kilka Les Pauli. Byłem też w Nowym Jorku, gdzie specjalnie dla mnie Rudy Pensa zrobił dwie gitary – takie, jakie ma Mark Knopfler (MK1 i MK2). Mam też gitarę zrobioną dla mnie przez J. Shura, bo Pensa i Shur swego czasu pracowali razem. Na honorowym miejscu wisi czerwony Fender Strat MK signature. Przy okazji wspomnę o gitarze wylicytowanej w radiowej Trójce. Zrobiona została przez lutnika z Kielc, na licytację przekazał ją Wojtek Waglewski. Na gitarze widnieją autografy wielu polskich gitarzystów.

Obejrzyj zdjęcia repliki gitary Les Paul z 1958 r.

-Wspomniał Pan o gitarze Les Paul, na której Knopfler gra do dzisiaj. Na filmie z You Tube, Mark Knopfler całuje tę gitarę jak relikwię. Konstrukcja ma dziś 60 lat, a muzyk mówi, że gitara jest niesamowita, gotowa do pracy. Replikę zabiera do studia i nagrywa płyty. Fenomenalny instrument…

-Knopfler na gitarach gra w bardzo specyficzny sposób. Po pierwsze nie gra kostką, tylko trzema palcami: kciukiem, wskazującym  i środkowym, dwa pozostałe palce opiera na gitarze. Są swoistą podporą dla całej ręki. Po drugie: Knopfler jest leworęczny, ale trzyma gitarę jak osoba praworęczna. Lewa ręka, bardzo silna, ułatwia mu wprowadzanie strun w wibracje dzięki czemu nie potrzebuje wajchy. Może też dlatego gitary noszą tyle śladów użytkowania. Są powycierane, podrapane, spękane. Producent kultowej gitary Les Paul z 1958 r. , firma Gibson Custom, postanowiła w 2016r. wyprodukować ręcznie replikę tego instrumentu używanego przez Knopflera.

Inżynierowie firmy zrobili dokładne pomiary, zdjęcia i w porozumieniu z muzykiem przystąpili do produkcji 300 egzemplarzy gitar. 50 z nich to wierne kopie, mają dokładnie te same ślady użytkowania co oryginał. Są więc wytarcia, pęknięcia lakieru, rysy od obrączki Knopflera. Na każdej z gitar jest kolejny numer i autograf muzyka. Następne 100 egzemplarzy to też wierne kopie gitary, już bez autografu, sygnowane jednak numerem i nazwiskiem. Pozostałe 150 egzemplarzy to instrumenty o wyglądzie fabrycznym, bez śladów użytkowania. Na filmie opublikowanym na You Tube, Knopfler mówi, że replika brzmi tak samo jak oryginał. Mam po jednym egzemplarzu poszczególnych serii, do każdej gitary został dołączony certyfikat autentyczności. Jedna z gitar ma numer 007 – dlatego nazywam ją Jamsem Bondem. Gitarę można usłyszeć w takich albumach jak Sailing to Philadelphia, Shangri-La, Kill to Get Crimson, Get Lucky, Privateering i Tracker. Muzyk używa tego instrumentu do dzisiaj.

Pierre Kajko – posłuchaj brzmienia różnych gitar i wypowiedzi o zatrzymaniu

Nie da się zagrać tak jak Knopfler. Muzyka może nie jest trudna, ale jest po prostu jego

-Jak Pan zdobył te gitary? Były do kupienia w Polsce?

-Polski przedstawiciel firmy nie miał pojęcia jak można je zdobyć. Jakimś cudem trafiłem na pewnego Amerykanina, który zaproponował mi gitarę trzeciej serii, tę wierną kopię bez śladów użytkowania. Później zaproponował mi egzemplarze dwóch pozostałych serii. Miałem dane listu przewozowego, numer lotu itd. W komputerze mogłem więc obserwować przemieszczający się samolot z moimi gitarami. Nie mogłem się doczekać. Polskie służby graniczne musiały dokładnie przetrzepać przesyłkę. Trochę to trwało…

-I co, zagra Pan teraz jak Knopfler?

-Już mówiłem – on gra specyficznie. Nie da się zagrać tak jak Knopfler. Muzyka może nie jest trudna, ale jest po prostu jego. Żeby zagrać jak Knopfler, trzeba nim być. Kopiowanie nie daje już tych emocji.

Okładka polskiego wydania biografii M. Knopflera
Okładka polskiego wydania biografii M. Knopflera

-Na ścianach wiszą gitary, a na stole leży polska książka – komiks o Knopflerze. W przedmowie Piotr Metz, który rozmawiał dla radiowej Trójki z gitarzystą,  napisał m.in.: Skoro podoba mu się ta wersja jego biografii, którą trzymacie w ręce, to najlepsza z możliwych rekomendacji.

-W oryginale, tj. w języku francuskim, książkę wydał Franck Thuillier, nauczyciel z Alzacji, wielki miłośnik muzyki Knopflera. Książka jest ilustrowaną, autoryzowaną biografią gitarzysty. Knopfler zapoznał się z angielskim tłumaczeniem i naniósł drobne poprawki dotyczące faktów powszechnie wcześniej przeinaczanych. Wszystkie teksty i rysunki są autorstwa Thuilliera.

Do polskiego wydania przymierzałem się od 2011r. ale autor nie wykazywał zainteresowania tłumaczeniem. Dopiero w 2015r.  otrzymałem zgodę na polską edycję. Książkę w nakładzie 200 egzemplarzy wydrukował Spręcograf, tłumaczenie jest moje. Publikacja ma charakter kolekcjonerski i można ją jeszcze kupić poprzez internet. Wiem, że obecnie autor pracuje nad drugim tomem. Liczę, że się zgodzi na wydanie także w polskim przekładzie.

Sławomir Ostrowski