Obejrzyj zdjęcia naszego wysłannika z wykładu Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim 3 maja 2019 r.

„Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach”

Wystąpienie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska w rocznicę Konstytucji 3 maja.

„Nadzieja i odpowiedzialność. O konstytucji, Europie i wolnych wyborach”
Wystąpienie przewodniczącego Rady Europejskiej Donalda Tuska w rocznicę Konstytucji 3 maja.
Uniwersytet Warszawski, 3 maja 2019.
Mam ze sobą notatki, nie zwykłem czytać swoich wystąpień, szczególnie od czasu mojego pierwszego exposé, jako debiutującego premiera, który mi zajął trzy godziny, uznałem, że lepiej mówić z głowy i z serca. Ale dzisiejszy dzień potraktowałem wyjątkowo. Oprócz notatek wziąłem ze sobą bohaterkę dzisiejszego dnia, to jest Konstytucja Rzeczpospolitej Polskiej. To jest jej święto. (brawa)
I wrócę do niej pod koniec mojego wystąpienia na krótką chwilę. Ale oczywiście zacząć chciałbym od podziękowań, dziękuję bardzo panie rektorze, dziękuję całemu Uniwersytetowi, za możliwość wystąpienia dzisiaj przed wami, w dniu 3 maja.
Bardzo się cieszę, że na sali widzę tak wielu współtowarzyszy, panią premier i marszałek Ewę Kopacz z panem marszałkiem Grzegorzem Schetyną, z panem ministrem Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem, moimi wieloletnimi współpracownikami i przyjaciółmi.
I chciałbym od razu przeciąć wszelkie spekulacje. Rację mają ci, którzy mówią, że jako szef Rady Europejskiej nie powinienem angażować się w kampanię polityczną na rzecz jakiejś wybranej partii politycznej, gdyż nie jest to rolą mojego urzędu.
Ale jest moim prawem i obowiązkiem, jako przewodniczącego Rady Europejskiej, wspierać Europejczyków w każdym kraju Unii Europejskiej. Wszystkich tych, którzy uparli się, czasami wbrew trudnym okolicznościom, aby ludzi łączyć, a nie dzielić, żeby łączyć dla swojej ojczyzny i dla Europy. Za to wam bardzo dziękuję.
Jestem też szczęśliwy, że występuję dzisiaj tu, w sali Uniwersytetu, który zdecydował się na podjęcie inicjatywy, która w UE może jeszcze nie robi wielkiej kariery, bo to dopiero początki, ale która na pewno zmaterializuje się, jeśli więcej takich ludzi, jak nasz rektor, i takich uczelni, jak nasz Uniwersytet, na to się zdecyduje.
Mówię tu o uniwersytetach europejskich, które będą próbowały wspólnie, tak jak w przypadku UW, razem z Kopenhagą, Mediolanem, Heidelbergiem, Paryżem, wspólnie tworzyć taką sieć intelektualnej i też emocjonalnej wspólnoty.
Będę wam szczerze kibicował, jestem przekonany, że ten pomysł, który rzucił prezydent Francji, zmaterializuje się prędzej czy później, że naszego warszawskiego uniwersytetu będzie pełno w Europie i że tej Europy będzie bardzo dużo także w murach naszej uczelni.
Pozwolicie także drodzy państwo, że chociaż na chwilę, na krótką chwilę wspomnę wykładowcę też tej uczelni, człowieka, którego od lat podziwiałem, miałem zaszczyt znać, profesora Karola Modzelewskiego, proszę o chwilę ciszy. Dziękuję bardzo.
Jak państwo wiecie dzisiaj mówimy o konstytucji 3 maja. Ja tę uroczystość, obchody konstytucji 3 maja, przeżywam aktywnie od dobrych 40 lat. Podobne słowa mówiłem 10 listopada w przeddzień rocznicy niepodległości, ale tak się składa, że rzeczywiście moja, nie tylko moja młodość polityczna to m.in. nielegalne manifestacje, w czasie których czciliśmy te dwa wówczas zabronione, bojkotowane, niechciane święta.
Będę do końca życia pamiętał jedną z pierwszych, politycznych inicjatyw, które narodziły się pod parasolem tej wielkiej, pierwszej „Solidarności” w moim ukochanym Gdańsku, inicjatywy żołnierza, pisarza, lidera gdańskiej demokratycznej opozycji, pierwszego rzecznika prasowego „Solidarności” Lecha Bądkowskiego, miałem zaszczyt współzakładać z nim tę inicjatywę i ona się nazywała, to bardzo ciekawy przypadek, ale właściwie nie przypadek „Klub myśli politycznej im. Konstytucji 3 maja”.
Ten mądry człowiek tłumaczył nam, wówczas dwudziestoparolatkom, że nawet w samym środku rewolucji, w tym samym ogniu emocji, jakie wyzwalała „Solidarność” w roku 80. i 81., musimy pamiętać o tym, że Polska będzie kiedyś wolna i niepodległa, że
trzeba będzie ją tak budować, trzeba będzie ustrój tak konstruować, aby był akceptowalny dla wszystkich, lub chociaż prawie wszystkich Polaków.
Że nawet w ogniu konfrontacji, a wtedy no, to nie były żarty, wszak dosłownie kilka miesięcy później rozpoczął się stan wojenny, kazał nam pamiętać o jednym, że Polska niezależnie od tego, kto rządzi, kto będzie rządził w przyszłości, jaki jest ustrój i atmosfera na ulicach i w domach, że
Polska jest jedna i że każdy, kto podejmuje walkę o inną przyszłość, musi mieć i w sercu, i w głowie myśl o tym, jak z ojczyzny zrobić dom, dla wszystkich, a nie dla wybranej grupy, nie dla władzy.
3 maja będę pamiętał też do końca życia i nie żałuję tego, bo raptem rok po tym kiedy założyliśmy nasz Klub Myśli Politycznej, dziesiątki tysięcy gdańszczan wyszło na ulice 3 maja [1982 r.], a to już była logika stanu wojennego i wbrew tej logice wszyscy ludzie wyszli na ulice.
Nigdy wcześniej, a miałem dość jako młody człowiek bogaty życiorys, nigdy później tak mocno pałką nie oberwałem, jak wtedy, ale nie żałuję, bo dzięki temu naprawdę będę pamiętał, co znaczy Konstytucja 3 maja, pewnie do końca życia.
Dlaczego tak ważne jest to święto? Tak naprawdę niewielu z nas, a ja byłem akurat świeżo upieczonym historykiem wtedy, kiedy zaczęliśmy tę nielegalną przygodę z obchodami 3 maja, ale nawet my, młodzi historycy, wówczas chyba nie przywiązywaliśmy szczególnej wagi do treści, do konkretnych zapisów Konstytucji 3 maja.
Była raczej symbolem, symbolem takiego polskiego, odwiecznego marzenia, o wolności i niepodległości. Na pewno obchodząc jej święto robiliśmy po prostu na złość ówczesnej władzy, ale w symbolice tego święta było coś więcej niż tylko chęć politycznej manifestacji, albo krucha pamięć o tym, co znaczył jej konkretne przepisy.
Wiem, że w dniu święta należy mówić wyłącznie dobrze o tego święta bohaterach, w tym przypadku o Konstytucji 3 maja, ale bądźmy szczerzy z dzisiejszego punktu widzenia nie była zbyt postępowa.
Jak porównamy ją z odrobinę starszą konstytucją amerykańską na przykład, to będziemy pamiętać, że ta amerykańska z poprawkami, nielicznymi zmianami obowiązuje do dziś. Pod rządami Konstytucji 3 maja, tak jak była zapisana, trudno byłoby sobie wyobrazić współczesny ustrój.
Ale wówczas, w okolicznościach w jakich powstawała, dawała Polakom nadzieję na zmianę status quo. A to status quo to był podzielony kraj, chaos i taka społeczna depresja, poczucie niesprawiedliwości, brak armii i brak polityki zagranicznej.
Nawet jeśli dzisiaj zmiany, jakie Konstytucja 3 maja proponowała, wydają nam się stosunkowo nieśmiałe, to na ówczesne czasy był to odważny, bezprecedensowy i zdecydowany krok w stronę wolności, praw ludzkich i obywatelskich, nowoczesności ustrojowej i politycznej, był to na pewno krok, zdecydowany krok w stronę ówczesnych norm europejskich.
To Edmund Burke, wybitny konserwatysta, myśliciel, pisał do Stanisława Augusta te słowa:
„Konstytucja wasza wydaje się doskonała w tych warunkach, w których powstała. Podporządkowuje entuzjazm prawom, unikając despotycznego ducha, mając wolność za przewodnika”.
W podobnym duchu pisał też wtedy Jerzy Waszyngton.
Ustanowienie konstytucji było wielkim dziełem na rzecz wspólnoty politycznej narodu. To wtedy dopiero Polacy odkryli, że stanowią polityczną wspólnotę i od tamtego czasu rozumiemy, nawet jeśli nie wszyscy, jak wielką sprawą jest ustanowienie konstytucji, jakim złem jest gwałt na niej.
Gwałt na konstytucji podważa bowiem ten najbardziej podstawowy fundament wspólnoty.
Często, pewnie nawet częściej niż konstytucję 3 maja, przywołujemy w tych debatach i sporach politycznych w Polsce słowo Targowica, może akurat nie my tu siedzący, ale wiemy, jak ten epitet ma dotknąć oponentów, bo przecież tak naprawdę Targowica to synonim zdrady.
Dzisiaj w dniu konstytucji 3 maja warto przypomnieć istotę także tego negatywnego fenomenu, jakim była zdrada Targowicy. Trzeba uświadomić wszystkim, którzy używają tego epitetu, jaka jest jego istota.
Tak, Targowica to jest synonim zdrady i kłamstwa. To wówczas, po uchwaleniu konstytucji 3 maja,
pod hasłami dumy i niepodległości, de facto przywrócono w Polsce chaos, zniewolenie chłopów, podległość Rosji, a w konsekwencji ostatecznej wojnę, zamęt i upadek polskiego państwa.
Akt konfederacji targowickiej był spektakularnym pokazem cynizmu i propagandy, który odwoływał się do narodowych emocji, a heroldowie tego czynili to naprawdę z dużym talentem i dużą determinacją, ale był ewidentnie sprzeczny z narodowymi interesami.
Ta lekcja jest ważna także i dzisiaj, nie tylko w Polsce, bo ma charakter uniwersalny i warto o niej dzisiaj przypomnieć każdemu Polakowi i Europejczykowi.
To jest lekcja o tym, jak łatwo odwoływać się do narodowych emocji. Jak łatwo przypochlebiać się narodowym emocjom, działając de facto w sprzeczności z narodowymi interesami.
I dzisiaj, w dniu konstytucji 3 maja, warto też przypomnieć, że istotą targowickiej zdrady było obalenie konstytucji. Konstytucja nie jest świętością ani dogmatem. Wszak można każdą konstytucję zmieniać i poprawiać, jeśli coś jest święte, to święty jest obowiązek jej przestrzegania przez wszystkich obywateli, a zwłaszcza przez władze. (brawa)
Jeśli coś dzisiaj pamiętamy z zapisów konstytucji 3 maja, to z całą pewnością właśnie te słowa o tym, że ta ustanowiona właśnie konstytucja jest święta i niewzruszona i, że obowiązkiem wszystkich jest jej przestrzeganie.
Uczestniczyłem dzisiaj w południe, razem z prezydentem Rzeczpospolitej w uroczystościach 3-majowych i w głowie miałem właściwie tylko jedną myśl i tej myśli towarzyszyła zarówno taka emocja i refleksja historyczna, jak i świadomość tego, co dzisiaj dzieje się w Polsce:
nie może być tak, że władza raz do roku obchodzi święto konstytucji, a na co dzień konstytucję obchodzi.
Przejdźmy to Europy, ale de facto będziemy mówili o tym samym. Dla mnie konstytucja, także ta 3 maja, w wymiarze historycznym, ale każda konstytucja. ma być fundamentem, który umożliwia budowę konstrukcji, w której mieszczą się ludzie różni, zjednoczeni szacunkiem dla siebie i dla prawa, ale nie jednakowi.
Jednako pojmujący swoje obowiązki wobec własnego państwa, wobec własnej wspólnoty, wobec wolności innych ludzi, ale jakże różni w swoich poglądach, zwyczajach, zachowaniach.
Dla mnie święto konstytucji i wszystko, co towarzyszy naszej emocji związanej z konstytucją 3 maja, to właśnie szacunek dla ludzi różnie myślących i rozumienie swojej wolności w taki sposób, który możliwie najmniej ogranicza wolność innych ludzi.
Tak naprawdę jest to istotą zjednoczonej Europy. In varietate concordia – to jest motto Unii Europejskiej, zjednoczeni w różnorodności.
Taka jest i powinna być Polska niezależnie od tego, jak często władze polityczne nad Wisłą i w różnych miejscach na świecie uważają, że ich głównym zadaniem jest uczynienie społeczeństwa jednolitym, na wzór przez siebie umiłowany.
Zarówno konstytucja, jak Unia Europejska, co do swojej istoty mają chronić obywateli przed przewagą silniejszych i możniejszych. Mają tę ciągłą pokusę i żądzę, aby dominować. [Ich] pokusę i żądzę konfliktu zamienić na współpracę, mediacje i dialog.
W historii Europy i świata zawsze można było znaleźć kogoś, naród, państwo, polityka, który uważał siebie za centrum świata. Mam ze sobą ukochany „Przegląd polityczny” i chciałem przeczytać dosłownie dwa zdania: „W centrum świata – powiadają starzy ludzie z okolic Rialto – jesteśmy my, wenecjanie z Wenecji. Za Ponte della Liberta prowadzącym na stały ląd są wieśniacy, którzy twierdzą, że prawdziwi z nich wenecjanie i że mówią po wenecku, ale to nie żadni wenecjanie, a jedynie wieśniacy”.
Nie tylko w Wenecji obecny był pogląd, że jest się pępkiem świata. W Egipcie, starożytni Egipcjanie byli przekonani i do dzisiaj niektórzy tak sądzą, że Egipt właśnie jest matką świata.
W Indiach uważa się, że Ganges jest sercem świata, w Grecji, mojej ukochanej Helladzie, pępkiem świata, znowu ta przedziwna anatomia, był kamień Omfalos w Delfach.
Dla niektórych Kaaba w Mekkce jest sercem świata. Już nie mówiąc o Chinach, państwo środka, czy jeszcze bardziej intrygujących sformułowaniach. Kłopot polega na tym, że ta perspektywa, w jakimś sensie naturalna i zrozumiała, z reguły przekłada się na pretensję do hegemonii, wyższości, dominacji.
Konstytucja w kraju, Europa w wymiarze międzynarodowym, to jest zaprzeczenie tej logiki, zaprzeczeniem tej potrzeby, tej pokusy, tego niebezpieczeństwa hegemonii i dominacji.
Dzisiaj jest takie modne hasło, że Polska jest sercem Europy. Ja bym bardzo przestrzegał przed takimi pozornie atrakcyjnymi i właśnie często anatomicznymi porównaniami. OK, Szwecja jeszcze może się ucieszyć, bo jak patrzę na mapę, to będzie głową, ale sojusznik autorów tego hasła, Victor Orbán może się poczuć lekko skrępowany.
Dzisiaj tak naprawdę najważniejszym problemem, problemem politycznym, powiedziałbym egzystencjalnym, a może nawet wręcz metafizycznym, jest uniknięcie alternatywy między dominacją, hegemonią, a rozpadem i entropią.
Mówię to jako szef RE, bo widzę coraz wyraźniej, że te dwa zagrożenia, te dwie tendencje, z jednej strony próba zbudowania takiego nacjonalistycznego, agresywnego ducha, który kończy się zawsze próbą dominacji i hegemonii, a z drugiej strony ten nastrój, duch, a czasami fakty świadczące o entropii, rozpadzie, odsuwaniu się od siebie. Ta alternatywa będzie zabójcza.
Tę alternatywę trzeba bezwzględnie zastąpić tego typu polityczną konstrukcją, która wymaga w wymiarze krajowym konstytucji mądrej i przestrzeganej, w wymiarze międzynarodowym szanowanej, respektowanej i wzmacnianej Unii Europejskiej.
Jestem dzisiaj, no mogę powiedzieć szczerze szczęśliwy, chociaż lekko skonfundowany, bo usłyszałem dzisiaj w czasie uroczystości słowa do niedawna eurosceptyka, dzisiaj euroentuzjasty, z którym nie mogę nawet, powiem szczerze, konkurować w swoim euroentuzjazmie, o potrzebie wpisania naszej obecności w UE do polskiej konstytucji.
Chcę i powinienem przyjąć tę deklarację z jak najlepszą wiarą. Tyle warta będzie ta deklaracja, na tyle wzmocniłaby rzeczywiście naszą obecność w UE, ile będzie równa determinacji w przestrzeganiu konstytucji.
Po co zmieniać konstytucję, po co poprawiać konstytucję, jeśli nie jest się, z różnych powodów, w stanie przestrzegać jej fundamentalnych przepisów.
Musimy odzyskać wzajemne zaufanie wtedy, kiedy rozmawiamy o tych najważniejszych aktach, najważniejszych przepisach, najważniejszych faktach ustrojowych.
Musimy uwierzyć, że słowa wypowiadane przez przedstawicieli władzy znaczą coś dłużej niż jeden tydzień, trzy tygodnie przed wyborami. To nie będzie łatwe, ale my także musimy jakby siebie podbudować w tej wierze i nieustannie dawać taki kredyt zaufania, nawet jeśli przychodzi nam to z coraz większą trudnością.
Mówiłem wiele razy o tym ile warta dla nas jest zjednoczona Europa, nie będę się tutaj powtarzał, ale chciałbym też dodać słowa, które z mojego punktu widzenia też mają wielkie znaczenie, ale chyba wszyscy je podzielacie:
Europa, jako idea, w której wolność człowieka, prawa człowieka, balans pomiędzy wartościami, Europa, która nie zawsze dawała radę, aby te wartości bronić, potrzebuje partnerstwa w wymiarze globalnym.
Dzisiaj chciałbym bardzo mocno podkreślić potrzebę utrzymania za wszelką cenę wspólnoty transatlantyckiej. Żyjemy w świecie i musimy o tym codziennie przypominać, w którym pojedyncze państwo europejskie nie ma szansy w konfrontacji z rzeczywistością, ona bywa coraz bardziej brutalna.
W UE nie ma dużych państw. Jest kilka takich, które myślą, że są duże. Geopolityka, demografia, statystyka są nieubłagane. Jeśli chcemy sprostać wyzwaniom XXI w. musimy być zjednoczeni jako UE i musimy, czasami wbrew okolicznościom i faktom, robić wszystko, aby utrzymać wspólnotę transatlantycką.
My, Polacy, 3 maja też powinniśmy o tym mówić głośno, że nie mieliśmy i pewnie nie będziemy mieli w przyszłości dającej się przewidzieć lepszego sojusznika niż Stany Zjednoczone. I ja jestem bardzo zadowolony z tego, przy całym moim krytycyzmie, dzisiejsze polskie władze starają się te dobre relacje z Ameryką kultywować. Ważne jest jednak, aby uniknąć pewnej pułapki, która zawsze kończy się katastrofą, to jest pułapka, która zawarta jest w pewnej niedobrej gramatyce politycznej.
W tej gramatyce politycznej rządzi słowo „albo”, a chciałbym żeby rządziło słowo „i”. Wytłumaczę zaraz dlaczego.
Słuchajcie, sami pomyślcie, jak to brzmi „my albo oni” i porównajcie to ze zdaniem „my i oni”.
Dzisiaj w polskiej polityce gramatyka oparta na spójniku „albo”, to jest właśnie gramatyka konfrontacji: albo my, albo oni.
Polityka nie tylko w Polsce, w wielu państwach europejskich, zaczyna zmierzać w tę samą, niebezpieczną stronę – „albo my, albo oni”, „jednostka albo wspólnota”.
Zobaczcie, jak brzmi zdanie, równoważnik zdania „jednostka i wspólnota”? Posłuchajcie, jak brzmi ten termin „bezpieczeństwo albo wolność”, jak brzmi w tej wersji „bezpieczeństwo i wolność”. Mógłbym powtarzać w nieskończoność tę grę słów, ale to nie jest gra słów.
Żyjemy dzisiaj w czasie, w którym coraz częściej politycy stawiają nas przed takimi alternatywami, nie widzą żadnej możliwości łączenia, włączenia wartości, które mogą być, ale nie powinny być sprzeczne.
Dzisiaj szczególnie w naszym kraju nabiera to charakteru takiej zimnej, ale właściwie powiem szczerze coraz gorętszej wojny domowej, politycznej wojny domowej.
Konkurencja w polityce jest czymś zrozumiałym. Chciałbym, aby to przesłanie wybrzmiało naprawdę tak serio i żebyście szczególnie wy je wysłuchali,
w polityce nie może chodzić o to, aby ktoś kogoś pokonał i unicestwił.
Ktoś może wygrać wybory, ktoś może pokonać przeciwnika 26 maja, w październiku czy w listopadzie tego roku, ale będziemy dalej żyli w jednym kraju.
Polityka to nie jest mecz, ja mam lekką chrypkę , bo bardzo przeżywam wczorajszy Puchar Polski, patrzę na panią Olę Dulkiewicz, domyślacie się, jak się cieszę, że wygrał mój klub, ale polityka to nie jest walka o puchar. O pucharze mogę dzisiaj powiedzieć: jest nasz.
Ale ktokolwiek będzie wygrywał wybory w przyszłości nie może powiedzieć wygrałem wybory, Polska jest moja, nie wasza, wykluczam was z tego zwycięstwa.
I dotyczy to zarówno logiki wewnętrznej, polskiej, jak i logiki europejskiej.
Jeśli ta spirala niechęci, wrogości, a momentami nienawiści nie zostanie zatrzymana, a to jest wasz obowiązek, bo to jest w waszych rękach, w waszych umysłach, w waszych sercach, w waszej woli, aby dawać coraz lepszy przykład, aby pokazywać, że dobro może wygrywać, może nie być bezsilne wobec cynicznego zła, wobec kłamstwa, wobec brutalności.
Jeśli nie zatrzymamy tej spirali, to przegramy podobnie, jak przegraliśmy wówczas, kiedy ustanawialiśmy raptem na kilka miesięcy konstytucję 3 maja.
Pamiętajmy o tamtej lekcji.
Ktoś kiedyś powiedział, i ta teza funkcjonuje dość powszechnie, że konstytucja 3 maja była receptą dla pacjenta, który już wcześniej de facto zmarł. Dzisiaj Polska jest w nieporównywalnie lepszej sytuacji.
Polska nie jest chorym człowiekiem Europy. I napisaliśmy sobie nasze polskie recepty i europejskie recepty, i to są recepty na polską długowieczność i na polskie zdrowie polityczne. Taką receptą jest m.in. konstytucja.
Jeśli tego nie zaakceptujemy – i nie mówię tego do was – ale do tych, którzy dzisiaj konstytucję traktują z takim lekceważeniem, to okaże się, że te nasze nowe recepty na polską długowieczność, bezpieczeństwo, zdrowie okażą się bez wartości.
Czy naprawdę musimy być znowu mądrzy po szkodzie? Czy naprawdę musimy znowu rezygnować z tego, co stało się fundamentem tego bezprecedensowego sukcesu Polski tylko dlatego, że dzisiaj wygrywa logika niechęci, nienawiści, agresji?
Dzisiaj te słowa też słyszałem na Placu Zamkowym, że to było najlepsze 30-lat w historii Polski, jestem o tym absolutnie przekonany. Dlaczego mielibyśmy to znowu stracić?
Dlaczego mielibyśmy zapomnieć tę lekcję, ona nie jest taka trudna, że bez poszanowania prawa, bez poszanowania ludzi o odmiennych poglądach, bez szacunku dla siebie i dla obcych, bez zrozumienia, że Europa to coś więcej niż kilka traktatów i granice, dlaczego mielibyśmy to wszystko zgubić gdzieś w tym ferworze walki?
Polityka jest konkurencją, ale nie może być walką na śmierć i życie.
To nie może być tak, jak to pole bitwy na … przyznaję się bez bicia oglądam „Grę o tron”, nie wiem czy to będzie spoiler, ale jedno wiem na pewno, że jeśli nie znajdziemy sposobu na ograniczenie agresji w Polsce, to to się może skończyć taką konfrontacją, jak w „Grze o tron” z królem nocy.
Ja nie mówię, że mam w głowie jakiegoś polskiego polityka, że on jest tym królem nocy, nie, nie, to w ogóle… nie ten problem,
chodzi raczej o to aby uniknąć logiki, w której jeden za wszelką cenę musi wykończyć drugiego, a dzisiaj tak wygląda polityczna logika w Polsce.
Nie chciałbym żebyśmy my, Polacy, tę bitwę przegrali.
Jestem miłośnikiem historii starożytnej i będę zawsze wszystkim przypominał tym, którzy chcą się uczyć czegoś o polityce, także współczesnej, lekcję starożytnych Greków. Wtedy, kiedy potrafili się jednoczyć, potrafili obronić swoją kulturę i cywilizację przed Persami.
Mark Twain zdaje się powiedział, że historia się nie powtarza, tak jest, ale historia się rymuje. I ja dzisiaj jestem w stanie odczytać te rymy pasujące do tamtej przeszłości.
Przed nami są wyzwania, i o nich powiem dosłownie dwa zdania, ale wyzwania, które przygniotą nas Polaków i nas Europejczyków, jeśli nie odnajdziemy wspólnego, politycznego mianownika, jeśli nie zrozumiemy wszyscy, tu w Polsce i w Europie, że najważniejsze problemy XXI w. trzeba umieć rozwiązać i wyłącznie wspólnie, bo nie mamy szans tym problemom sprostać jeśli będziemy przy okazji walczyć ze sobą na śmierć i życie.
Jak mało miejsca i czasu zajmuje w polskiej, ale też często w innych krajach europejskich w debacie, problem, tak na serio, poważnie, ochrony środowiska.
Tak naprawdę, czy wyobrażacie sobie i wiem, że bardzo łatwo dyskusję na temat zmian klimatycznych przekształcić w taką niemądrą dyskusję, a przecież dzisiaj zimna, tak, jest 3 maja, znam te argumenty różnych polityków, to zresztą chyba to Juval Harari, zauważył, że szczególnie
nacjonaliści nie znajdują kompletnie odpowiedzi na takie wyzwania, jak na przykład zmiany klimatyczne. I w związku z tym jedynym sposobem jest zaprzeczanie, że taki problem w ogóle istnieje.
Wobec politycznych radykałów, szczególnie o tym zaciekle nacjonalistycznym charakterze nie tylko w Polsce, można to powiedzieć w kontekście właściwie każdego wyzwania XXI w. Bo może klimat to jest ciągle zbyt abstrakcyjny temat dla nas, ale chyba nie smog.
50 tys. ludzi w Polsce umiera z powodu smogu właściwie bezpośrednio z tego powodu, miasto – nie wiem – wielkości Sieradza znika co roku. Ja mam dzieci i wnuki, mam to szczęście, że żyją w czystym mieście, jeśli chodzi o powietrze. Ale jak wiele miast w Polsce jest takich, że kiedy wyprowadzacie swojego wnuka, swoją córkę na spacer, to one wypalają paczkę papierosów, taki jest poziom skażenia w wielu polskich miejscach.
Czy wyobrażacie sobie, że podejmujecie sami z siebie decyzję, jako rodzice czy dziadkowie, że podacie swojemu dziecku paczkę papierosów dziennie?
Czy istnieje radykalnie prawicowa odpowiedź na wyzwanie związane ze środowiskiem naturalnym? Czy istnieje ideologiczna odpowiedź na ten problem? Nie.
Ja wiem, jaka jest odpowiedź polityczna na ten problem, współpraca na poziomie lokalnym, narodowym i międzynarodowym, wszystkich ze wszystkimi. Nie uratujemy, i nie będę mówił o abstrakcji, naszej planety, nie uratujemy naszych dzieci i wnuków jeśli nie zrozumiemy, że to wyzwanie oznacza bezwzględnie potrzebę współpracy wszystkich ze wszystkimi, bez wyjątku.
Wiem o tym, bo jestem bardzo zaangażowany, jako szef Rady Europejskiej w przekonywanie wielu państw, które chcą bojkotować pewne wspólne ustalenia, które dotyczą nie tylko klimatu, ale szeroko pojętego środowiska.
Trudno żebyśmy wierzyli w skuteczność naszej walki z nadmiarem plastiku, jeśli całe państwa będą tony plastiku co godzinę wyrzucały do morza. To jest jeden z dowodów na to, że bez pełnej i takiej bardzo harmonijnej współpracy sobie z tym nie poradzimy.
Miałem ostatnio okazję kilka razy rozmawiać z przywódcami Chin, mieliśmy choćby ostatnio szczyt Unia Europejska – Chiny. Oni właściwie niechętnie i niezbyt dużo mówią o pewnym planie, o którym też pewnie już słyszeliście, ciekawe szczegóły przeczytałem w artykule Jacka Dukaja też w moim ulubionym „Przeglądzie politycznym” o pewnym fenomenie, który nazywa się dość ogólnie sztuczna inteligencja.
Na nikim to nie robi wrażenia, ale jeśli sobie uświadomimy, że powstaje właśnie tzw. social credit system, system kredytu socjalnego, nazwa jest nic nie mówiąca, a nawet myląca, w którym zaangażowana jest cała potęga państwa chińskiego.
Oparte jest na zasadzie władania gigantyczną ilością danych numerycznych – big data. To nie jest powieść science-fiction. To nie jest futurologia, to nie jest obawa, o której tak myślę sobie patrząc na moje wnuki.
To się dzieje dziś, na naszej ziemi, w największym państwie świata, najlepiej do tego przygotowanym, aby de facto kontrolować nie tylko zachowania, ale potrzeby, marzenia, wartości każdego człowieka z osobna z ponad miliarda ludzi. To się dzieje, to nie jest wymysł, to nie jest strach na wróble.
Tak naprawdę na Zachodzie myślimy sobie okej, no jesteśmy beneficjentami i jednocześnie ofiarami tej samej rewolucji technologicznej, ale nie ma w nas pokusy, aby użyć tego technologicznego fenomenu na rzecz pełnej kontroli państwa nad jednostką.
Ale szczerze mówiąc czy tak bardzo się różnimy, jeśli pomyślimy o fenomenie tej dominacji, czegoś, co nazywa się GAFA, skrót od tych czterech wielkich nazw Google, Amazon, Facebook, Apple.
Tak naprawdę na Wschodzie wyrasta gigantyczne imperium zdolne do kontrolowania wszystkich zachowań ludzkich. Na Zachodzie powstało niekontrolowane, biznesowe, w jakimś sensie spontaniczne, ale de facto w konsekwencji ostatecznej, podobne imperium.
Czy my zastanawiamy się nad tym, a przecież czytamy o tym prawie codziennie, że uzależnienie od internetu jest właściwie równie groźne, jak uzależnienie od alkoholu, czy narkotyków, czy hazardu.
Szczerze powiedziawszy przecież każde z was wie coś na ten temat.
Nasze dzieci są uzależnione od internetu i będą każdego dnia, każdego miesiąca uzależnione coraz bardziej. Czy wyobrażacie sobie, że możemy sprostać temu wyzwaniu, skoro dzisiaj nawet jeszcze nie chcemy tego wyzwania nazwać wspólnie?
Dzisiaj to jeszcze ciągle jest raczej temat dość wyrafinowanych debat intelektualistów i technologów. Ale przecież na naszych oczach zmienia się świat, szczególnie młodych ludzi, ale nie tylko.
Na naszych oczach powstaje gigantyczny przemysł, który w niedalekiej przyszłości, są już kraje, gdzie to staje się też faktem społecznym, będzie przemysłem zajmującym wyobraźnię i świat wartości ludzi.
Mówi się o inżynierach wartości, mówi się o świecie, który już jest, powstaje na naszych oczach, o świecie zdelaboryzowanym, gdzie nie będzie pracy dla ludzi nie dlatego, że będzie bezrobocie, tylko dlatego, że rewolucje technologiczne wyprą człowieka z rynku pracy i pozostanie wtedy przede wszystkim to, co i tak zajmuje nam dzisiaj 50, 60 proc. czasu każdego dnia.
Jesteśmy zanurzeni w tej chwili w wyobraźni, w emocjach ludzi, którzy wytwarzają ten świat. W internecie, w produkcji filmowej, nawet nie zdajemy sobie sprawy z tego, że staje się to wyzwaniem cywilizacyjnym, ale także politycznym.
Marzymy o rządach konstytucji, a widzimy, jak na naszych oczach świat idzie w stronę, w której ci, którzy sięgają po władzę, coraz częściej sięgają po fikcję, a ci, którzy szukają prawdy o świecie, coraz częściej muszą rezygnować nawet z marzenia o władzy.
Człowiek ze swojej natury woli władzę, a nie prawdę.
Fikcja dzisiaj staje się narzędziem nie tylko komercyjnych zachowań, nie tylko biznesu, staje się także wielkim, politycznym narzędziem, wobec tego wyzwania musimy stanąć wszyscy, wspólnie.
Jest kwestia oświaty, wykształcenia i zdrowia. Ja nie jestem w stanie nawet zrozumieć tego, co stało się w ostatnich kilku tygodniach w Polsce, chociaż w jakimś sensie powinienem to dobrze rozumieć, szczególnie wtedy, kiedy jeden z polityków obozu rządzącego porównał nauczycieli do Wehrmachtu, tak zrobiło mi się cieplej koło serca i pomyślałem sobie wraca stare, nie jesteście sami drodzy nauczyciele.
Jedno jest pewne, bez rewolucji w myśleniu, głównie polityków na temat oświaty nie damy szansy naszym, w moim przypadku wnukom, w wypadku wielu z was waszym dzieciom na lepszą przyszłość.
Ne chodzi o tyranię wiedzy, o dostosowanie za wszelką cenę naszych dzieci do przyszłych rynków, nie chodzi tylko o wymogi konkurencji. Chodzi także o
szczepienie ludzi młodych przed niebezpiecznym światem fikcji i uzależnień od cudzych wyobrażeń i cudzych wartości. To też wymaga wspólnoty działania.
Nie chcę się wymądrzać, mógłbym godzinami mówić o tych rzeczach, które wciąż wydają się nowe i czasami egzotyczne, a które nie mam żadnych wątpliwości i nie jestem tu odosobniony, będą w najbliższym czasie decydowały o przyszłości każdego z nas z osobna, naszej ojczyzny, naszej Europy.
Chcę was namówić tylko do jednego, bądźcie odważni w stawianiu pytań.
Nie dajcie sobie wmówić, że mamy myśleć w sposób jednakowy, że mamy – jak to brzmi – mamy nie przeszkadzać i popierać. (brawa)
Mamy, my i wszyscy, bo to jest istota politycznej wolności, mamy przeszkadzać i nie popierać, mamy szukać, mamy wątpić.
Wolna Polska i zjednoczona Europa, to będzie dobre miejsce dla ludzi wtedy, kiedy uwierzymy w to, co było istotą i konstytucji 3 maja, i UE, ciągły ruch.
To nie jest przestarzała myśl Kartezjusz, wątpimy, więc jesteśmy.
Mam takie jedno zdanie z Ortegi y Gasseta, który pisał wiele lat temu, że tak wielu polityków i myślicieli wieści koniec Europy w konfrontacji z potęgami autorytarnymi, niemającymi żadnej wątpliwości, tak jednoznacznie myślącymi, że ta Europa nie ma żadnej szansy.
To Ortega mówi „no przecież istotą Europy i jej wielkich przewag kulturowych, cywilizacyjnych było właśnie to, że ludzie myśleli, wątpili, byli w stałym ruchu”.
I powiedział „cywilizacja europejska do głębi wątpi w samą siebie” i oby naprawdę tak było.
„Nie przypominam sobie – pisze – by jakakolwiek cywilizacja umarła na atak wątpliwości. Pamiętam natomiast i zwykle umierały one z powodu petryfikacji swojej tradycyjnej wiary i sklerozy przekonań”.
Brońmy Polskę, Europę i samych siebie przed sklerozą przekonań.
Wiem, że mówię już za długo, nie jestem wykładowcą (z sali głośne: Nieeee), ale pozwólcie, no mam przy sobie tę konstytucję. Wiem, że naszym patronem i gdzieś tu, przecież widzimy go wszyscy oczami naszej pamięci i wyobraźni, ale też formalnym patronem tego miejsca jest Tadeusz Mazowiecki.
I ja też pamiętam, byłem jego bliskim współpracownikiem, pamiętam jego ciężką pracę nad konstytucją. Nie jestem wielbicielem każdego przepisu w naszej konstytucji. Jak powiedziałem na początku jest naszym prawem, a czasami obowiązkiem zmieniać i poprawiać, nawet konstytucję, ale wiecie, tego bym nie zmienił.
Znacie te słowa, ale wiem, że nasza publiczność jest trochę szersza, gorąco pozdrawiam tych, którym jest zimno i chyba są na zewnątrz budynku, mam nadzieję, że wytrzymaliście, ale chciałbym przypomnieć te słowa:
„W trosce o byt i przyszłość naszej Ojczyzny,
odzyskawszy w 1989 roku możliwość suwerennego i demokratycznego stanowienia o Jej losie,
my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej,
zarówno wierzący w Boga
będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna,
jak i nie podzielający tej wiary,
a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,
równi w prawach i w powinnościach wobec dobra wspólnego – Polski,
wdzięczni naszym przodkom za ich pracę, za walkę o niepodległość okupioną ogromnymi ofiarami, za kulturę zakorzenioną w chrześcijańskim dziedzictwie Narodu i ogólnoludzkich wartościach,
nawiązując do najlepszych tradycji Pierwszej i Drugiej Rzeczypospolitej,
zobowiązani, by przekazać przyszłym pokoleniom wszystko, co cenne z ponad tysiącletniego dorobku,
złączeni więzami wspólnoty z naszymi rodakami rozsianymi po świecie,
świadomi potrzeby współpracy ze wszystkimi krajami dla dobra Rodziny Ludzkiej,
pomni gorzkich doświadczeń z czasów, gdy podstawowe wolności i prawa człowieka były w naszej Ojczyźnie łamane,
pragnąc na zawsze zagwarantować prawa obywatelskie, a działaniu instytucji publicznych zapewnić rzetelność i sprawność,
w poczuciu odpowiedzialności przed Bogiem lub przed własnym sumieniem,
ustanawiamy Konstytucję Rzeczypospolitej Polskiej
jako prawa podstawowe dla państwa
oparte na poszanowaniu wolności i sprawiedliwości, współdziałaniu władz, dialogu społecznym oraz na zasadzie pomocniczości umacniającej uprawnienia obywateli i ich wspólnot.
Wszystkich, którzy dla dobra Trzeciej Rzeczypospolitej tę Konstytucję będą stosowali,
wzywamy, aby czynili to, dbając o zachowanie przyrodzonej godności człowieka,
jego prawa do wolności i obowiązku solidarności z innymi,
a poszanowanie tych zasad mieli za niewzruszoną podstawę Rzeczypospolitej Polskiej”.
Zmieniajmy naszą rzeczywistość, nie zmieniajmy nigdy tego zapisu, nie tylko ze względu na pamięć o autorze, ale on naprawdę dobrze służy nam, Polakom. Naprawdę może być wzorem, tak jak wzorem była konstytucja 3 maja dla całej Europy i my naprawdę możemy przywrócić polską dumę wszystkich Polaków z Polski i jej osiągnięć w wymiarze naszym, narodowym, ale też europejskim.
Byłem wielokrotnie w swoim życiu świadkiem tego z jakim podziwem świat i Europa na Polskę patrzyły. I tak może być znowu.
Wystarczy zapamiętać tych kilka prostych słów, przestrzegać tych kilku prostych praw, nie lękać się, nie poddawać się, diabeł nie jest taki straszny.
A jak powiedział Immanuel Kant, jak jest dobra konstytucja to nawet, jak diabli rządzą, to ludzie dadzą sobie radę.
Jestem absolutnie przekonany, że dacie sobie radę, jeśli będziecie wierni tym słowom niezależnie od tego kto w Polsce rządzi.
Dziękuję za waszą cierpliwość.