Moja przygoda z Jełguniem zaczęła się 25 lat temu, kiedy po kupieniu starego domku w Rusi, zafascynowany pięknymi terenami wokół tej wsi, zacząłem ich poznawanie. Dużo chodziłem piechotą, jeździłem rowerem i mając sprzęt i kwalifikacje płetwonurka, próbowałem zajrzeć pod wodę.

Okoliczne jeziora nie są zbyt przejrzyste i niewiele w nich widać, ale mnie bardziej chodziło o przygodę i spotkanie z nieznanym, niż podziwianie podwodnych widoków. Tak doszło do znalezienia na dnie małego jeziorka Oczko kilku glinianych skorup i kamiennego kółka z dziurką.

Oczko jest jednym z trzech jezior, których pozostałe dwa to Jełguń – największe i nieco mniejsze Galik. Archeolog z Muzeum Warmii i Mazur, pani  Włodzimiera Odojowa stwierdziła, że znalezione kółko jest obciążnikiem do sieci z wczesnego średniowiecza, inne „skarby” były bezwartościowe. Obciążnik pozostał w muzealnej gablocie, bo tam jest jego miejsce… i chyba stał się po trosze pretekstem do rozpoczęcia dwuletnich wykopków archeologicznych w pobliżu jeziora Jełguń. Ekipa pod kierownictwem Izy Mellin i Mirosława Hoffmanna, odnalazła 15 grobów i osadę sprzed 2300 lat przed naszą erą. To jest 4300 lat  wstecz, licząc od dnia dzisiejszego! Dla mnie, laika w archeologii, zupełna rewelacja!!!

Andrzej Małyszko Warto nurkować, nie tylko pod wodą
Andrzej Małyszko. Fot. Newsbar.pl

Na wykopaliska jeździłem rowerem zabierając dzieci – niech zobaczą z bliska profesjonalne wykopki. Po dwóch latach grzebania w ziemi teren został przywrócony do stanu poprzedniego, a wyniki opracowane naukowo.  Warto wiedzieć, że przy wykopkach pracowało kilku młodych chłopców z Rusi. Jednemu z nich, Piotrkowi Zbirowskiemu, który bezsensownie zginął w wypadku samochodowym, Mirek Hoffmann zadedykował rozdział książki „Ruś nad Łyną”. Dziś Mirek jest doktorem archeologii o znacznym dorobku naukowym, kieruje działem archeologii  Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, wykłada na Uniwersytecie. Wtedy w Jełguniu nastąpił jego start zawodowy.

Do Jełgunia przybywali ludzie z innych regionów, także  z Mazur –  do pracy w hucie. W XIX wieku mieszkało tam blisko 300 osób, była szkółka wiejska, karczma spełniająca ważną rolę, a także cmentarz. Do jełguńskiej karczmy zjeżdżali w wolne dni ludzie z dalszych okolic: Olsztyna, Butryn, Olsztynka.  W osadzie grała kapela pięciu braci Manns. Schyłek świetności osady rozpoczął się po doprowadzeniu kolei  żelaznej do Olsztyna w roku 1872. Koleją dowożono z zachodniej  Europy tańsze szkło, co spowodowało upadek huty, która ostatecznie została rozebrana w roku 1877, a osada położona wśród ogromnego kompleksu lasów przestała istnieć. W latach dwudziestych XX wieku pobudowano tam gajówkę, którą zburzono po roku 1970, a stodołę należącą do gajówki  rozebrano w latach dziewięćdziesiątych.  Dziś jedynie kilka starych drzew pamięta  tamte czasy – po osadzie została pusta polana.

Po dłuższych poszukiwaniach w lesie, kilkaset metrów od dawnej osady, odnalazłem cmentarz, a właściwie ślad po dawnym cmentarzu. Archiwalne zapiski, rozmowy z ludźmi, którzy mogli coś na ten temat powiedzieć wskazywały, że jest to cmentarz, na którym chowano ewangelików i katolików.  Ewangelików na teren katolickiej  Warmii ściągnęła zapewne możliwość pracy w hucie. Zbudowany w Nowej Wsi  kościół ewangelicki pierwotnie miał stanąć w Jełguniu, jednak upadek huty spowodował zmianę planów. Dziś kościół w Nowej Wsi służy  katolikom parafii  Butryny.

Do programu obchodów jubileuszu 630- lecia Rusi został włączony punkt dotyczący upamiętnienia krzyżem właśnie odnalezionego starego cmentarza w Jełguniu. Zadanie to postanowiłem wykonać samodzielnie, chociaż przyznaję, że gdyby nie życzliwość ludzi, nic by z mego zamiaru nie wyszło. Okazało się, że cmentarz znajduje się w rezerwacie przyrody Las Warmiński, zatem potrzebna jest zgoda Wojewódzkiego Konserwatora Przyrody na postawienie krzyża. Nadleśnictwo Nowe Ramuki sprawę oznakowania cmentarza potraktowało nader życzliwie, z właściwym leśnikom profesjonalizmem. Nadleśniczy Janusz Jeznach do współpracy oddelegował inż. Grzegorza Wanata, pasjonata swojego zawodu i historii tych terenów związanych z  leśnictwem. Siedmiometrowy pień dębu  na budowę krzyża Nadleśnictwo  przekazało gratis, po czym zaczęła się  żmudna, ręczna obróbka. Muszę przyznać, że twardy dąb i brak zawodowej rutyny sprawił mi sporo kłopotów przy obciosywaniu pnia. Końcówki  krzyża z charakterystyczną koniczynką starałem się wykonać „jak dawniej”, co znalazło uznanie u pani Anny Mościan, urodzonej Warmiaczki, której zdanie bardzo sobie cenię.

Krzyż postawiliśmy 20 listopada, kiedy las zabielił się pierwszym śniegiem. Na przyczepę ładowało go ośmiu chłopa tak, aby nie uszkodzić świeżego lakieru i tablicy.  Samo postawienie krzyża odbyło się sprawnie i bez przeszkód – po wykopaniu dołu umieściłem w nim „kamień węgielny” –  kawałek skały znaleziony w dniu kiedy zlokalizowałem cmentarz oraz butelkę ze stosownym pismem dla potomnych. Siedmiometrowy krzyż stanął przy wejściu na cmentarz, na końcu starej drogi, prowadzącej z osady do miejsca wiecznego spoczynku. Dla spoczywających na cmentarzu była to ostatnia droga.

Całą operację transportu i stawiania krzyża obiektywem udokumentował Herbert Monkowski ze swoją asystentką Helgą, a krzyż stawiali Heniek i Rysiek Nowakowie, Marek Kotliński, Kazik Zbirowski z synem Arturem – wszyscy z Rusi,  Zenon Szczygliński z synem Andrzejem z Nowej Wsi oraz Grzegorz Wanat inżynier z Nadleśnictwa i leśniczy Cymerman.

27 listopada 2004 roku odbyła się uroczystość poświęcenia krzyża. Była to niezwykle wzruszająca uroczystość, którą prowadzili dwaj duchowni: biskup ewangelicko – augsburski ksiądz Rudolf Bażanowski oraz ksiądz Jan Pietrzyk, proboszcz parafii w Butrynach. Poza mieszkańcami Nowej Wsi i Rusi  obecni byli: prof. Janusz Jasiński, dr Jan Chłosta, Erwin Kruk, przewodnicząca Rady Gminy Stawiguda Maria Dabrowska,  nadleśniczy Nowych Ramuk Janusz Jeznach, Wiktor Knercer reprezentujący Wojewódzkiego Konserwatora Zabytków. Pięknie prezentował się poczet sztandarowy harcerzy Hufca Rodło z Olsztyna, którzy zaopiekują się cmentarzem w Jełguniu w ramach akcji „Znicz”. Harcerze Hufca Rodło od wielu lat z wielką starannością i sercem opiekują się starymi cmentarzami.  Chwała im za to.

Tydzień później – 4 grudnia 2004 roku – w nowej, szkolnej sali gimnastycznej odbyła się uroczysta sesja Rady Gminy. Sala gimnastyczna, zbudowana w rekordowym tempie, jest pięknym prezentem dla społeczności Rusi od władz Gminy. Sesja Rady Gminy uroczyście zakończyła roczne obchody Jubileuszu 630–lecia wsi. Było uroczyście i wesoło, były podziękowania i medale, wystąpiły dzieci szkolne ze starannie przygotowanym programem. Przed rozpoczęciem uroczystości sala gimnastyczna została  poświęcona przez proboszcza parafii Bartąg, księdza kanonika dr Eugeniusza Bartusika.

Uroczystość swoją obecnością zaszczycili znakomici goście, a wśród nich deputowana pani Irmgard Vogelsang, pan Władysław Ogrodziński, dr Mirosław Hoffmann, wielu mieszkańców sąsiedniego Bartąga i Bartążka. Dopisali mieszkańcy Rusi, którzy tłumnie przybyli na uroczystość,  których energia i zapał spowodowały tyle pozytywnych wydarzeń we wsi, a którym – jak mówi wójt Teodozy Jerzy Marcinkiewicz – w organizacji imprez starał się nie przeszkadzać.  Tak naprawdę to wiele wójtowi zawdzięczamy.  To był dobry rok dla Rusi.

W sprawozdaniu z obchodów Jubileuszu znalazło się zdanie, że my, mieszkańcy Rusi, stawiając krzyż na cmentarzu w Jełguniu, spełniliśmy swój obowiązek wobec pochowanych tam mieszkańców osady, z którą Ruś była niegdyś mocno związana. Można dodać,  iż nadal ta więź  trwa poprzez pamięć o mieszkańcach osady.

I też moja przygoda z Jełguniem ma ciąg dalszy, bo w myśl powiedzenia „im dalej w las tym więcej drzew”, tym razem nurkując nie pod wodą a w zakamarkach historii znajduję rzeczy fascynujące. Chociażby rozwikłania wymagają  dzieje  Augusta Mannsa, niegdyś muzyka jełguńskiej kapeli, który doszedł do najwyższych zaszczytów dyrygenta orkiestry w Londynie, obywatela Wielkiej Brytanii ze szlacheckim tytułem sir, uprawiającego korespondencję z wielkim Bramhsem, Lisztem, Elgarem. Czy to ten sam August z Jełgunia?  Czy to wszystko prawda? Urodził się w Stolzenberg, czy to dzisiejsze Pieczewo?  Fascynujące!  Jeśli to wszystko prawda to historię tego człowieka ze środka lasu należy jak najszybciej wydobyć na powierzchnię. Wszak on jest stąd! Chyba warto nurkować, nie tylko pod wodą.

Andrzej Małyszko

 

NAPISZ ODPOWIEDŹ - wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji.

Wprowadź swój komentarz
Proszę podać swoje imię