Joao de Sousa1 João de Sousa: śpiewam fado także po polsku
João de Sousa. Fot. Newsbar.pl

Rozmowa z João de Sousa, portugalskim śpiewakiem fado koncertującym w Olsztynie

-Od jak dawna grasz i śpiewasz fado? Chodziłeś do jakiejś specjalnej szkoły nauczającej fado?

-Fado gram i śpiewam od około 6 lat. Jak przyjechałem do Polski poznałem na weselu Ariela z Argentyny, który na akordeonie wspaniale grał tango. Założyliśmy zespół grający muzykę świata, a ja w nim śpiewałem. Długo nie wiedziałem co chcę śpiewać i grać. Wyjechałem do Londynu na dwa lata i nabrałem przekonania, że powinienem poświęcić się fado. Z wykształcenia jestem geografem. Nie kończyłem żadnych szkół muzycznych, nie uczestniczyłem w zajęciach szkoły fado, w mojej rodzinie nie było tradycji muzycznych. W czasach dyktatury fado uznawane było przez władze za element kultury narodowej i środowiska opozycyjne nie przepadały za tą muzyką. Mój dziadek otarł się o opozycję, siedział nawet w więzieniu, wiec rodzina tym bardziej nie przepadała za fado. Ale teraz to się zmieniło. Fado uznawane jest za element naszej tradycji i tożsamości. Stało się wręcz kulturowym produktem eksportowym. Śpiewanie fado nie ma już politycznej otoczki. Jestem muzycznym samoukiem, sam nauczyłem się grać i śpiewać fado. Na koncie mam już dwie płyty z tą muzyką, wkrótce ukaże się trzecia.

-A jak byś określił ten gatunek muzyczny? O czym opowiadają pieśni fado?

-Fado czasem nazywane jest portugalskim bluesem. Oznacza los, przeznaczenie, melancholię, a muzyka płynąca z duszy wyraża smutek, tęsknotę i samotność. Słuchacze fado potrafią z tego smutku czerpać artystyczną przyjemność. Fado powstało w XIX wieku w biednych dzielnicach portowych miast Portugalii, głównie w lizbońskich kwartałach Alfama i Mouraria. Na początku fado rozwijało się dwukierunkowo: jeden nurt – twardy, społecznie zaangażowany – wiązał się np. z protestem i anarchią, a drugi z melancholią i smutkiem.

-Z jakiego regionu Portugalii pochodzisz?

-Urodziłem się i wychowałem w Porto, drugim co do wielkości mieście Portugalii. Jest takie przekonanie, że w Lizbonie ludzie się bawią, a w Porto pracują. I tak chyba jest, bo w okolicach Porto od wieków rozwijało się rolnictwo, handel. Lizbona zaś korzystała z przywilejów miasta stołecznego. Od lat konkurujemy z Lizboną, także w fado. U nas pieśniarze występowali np. na targach, ulicach i sprzedawali teksty prezentowanych pieśni. Fado, jako słowo i jako gatunek muzyczny stało się bardzo popularne na całym świecie. Podobnie jak flamenco czy tango, z tym że z powodów politycznych z pewnym opóźnieniem podbija świat. UNESCO wpisało fado na Listę Dziedzictwa Niematerialnego i tym samym uznało za istotny element dziedzictwa ludzkości. Ludzie na całym świecie łatwo identyfikują się z tęsknotą, bo każdy za czymś tęskni.

-Czy można śpiewać fado w innym języku niż portugalski?

-Do niedawna środowisko fado było dość konserwatywne i rzeczywiście mówiło się, że prawdziwe fado musi być zaśpiewane po portugalsku. Ale to się zmienia. Gdzieś od 10 lat  nurt postępowy zakłada śpiewanie także w innych językach, nawet po japońsku.

 

-Na koncertach śpiewasz po polsku znane wszystkim przeboje, którym nadajesz własną interpretację często daleką od oryginału. Czy można powiedzieć, że śpiewasz wtedy fado po polsku?

-Śpiewam po polsku, znane polskie piosenki. Np. “Miłość ci wszystko wybaczy” do tekstu Juliana Tuwima z muzyką Henryka Warsa. Jak gram ten utwór na koncertach solo czy z zespołem Fado Polaco, to nawet nie muszę śpiewać, bo wszyscy, bez względu na wiek, znają go na pamięć. Tam jest właśnie tęsknota, są emocje, jest opowieść. Można powiedzieć, że wtedy śpiewam fado po polsku. Np. utwór Komedy “Była pogoda”, z filmu Niewinni czarodzieje Andrzeja Wajdy, jest w oryginale bossa novą, a w moim wykonaniu, po dodaniu osobistej interpretacji i przerysowaniu emocji, może przypominać fado. Wydaje mi się, że teraz komponując i pisząc utwory muzyczne bardzo dużo czerpię także z polskiej kultury.

 

IMG 1713 João de Sousa: śpiewam fado także po polsku
João de Sousa. Fot. Newsbar.pl

-Teksty i muzykę piszesz sam?

-Z kompozycją to jest tak, że korzystamy z pewnego katalogu około 200 sekwencji muzycznych fado. Autor tworzy korzystając z dorobku innych wykonawców. Natomiast teksty mogą być własne lub zewnętrznych autorów. Ja piszę sam, ale korzystam też z twórczości innych autorów.

-Jak Polacy przyjmują fado?

-Bardzo dobrze ponieważ fado zawiera uniwersalny rodzaj ekspresji i to się podoba w wielu krajach, o czym może świadczyć zwycięstwo w 2017r. wykonawcy fado, w konkursie Eurowizji. W dodatku ja wpisuję się nurt nowoczesny fado, który miesza tradycję z muzyką świata, np. brazylijską, afrykańską. Fado w tej chwili wędruje w różnych kierunkach. Jest nurt tradycyjnoo-konserwatywny, ale także estradowy czy turystyczny lub fusion łączący tradycyjną gitarę fado z innymi instrumentami. Moim zdaniem nie ma w tym nic złego, bo to rozwija naszą portugalską kulturę. W Polsce dużo koncertuję, zarówno podczas występów solowych jak i zespołem. Po solowym występie w Olsztynie liczę, że uda nam się wystąpić tutaj wraz zespołem. W fado widzę ogromny potencjał na polskim rynku estradowym. A muszę dodać, że przed przyjazdem do Polski niewiele o Waszym kraju wiedziałem. Dla mnie to była wtedy egzotyka, nie znałem historii, języka, tradycji. Teraz oczywiście jest inaczej. Polska się zmienia i jest pięknym krajem. Np. niedawno odkryłem Mazury, nie wiedziałem, że macie tak piękne miejsca.

Joao de Sousa2 João de Sousa: śpiewam fado także po polsku
João de Sousa. Fot. Newsbar.pl

-A gdybyś jako obserwator z zewnątrz miał wymienić jedną złą cechę Polaków, to co Ci przychodzi do głowy?

-Nie chce krytykować, bo w przypadku gościa to niekulturalne, ale zauważam pewne zjawisko socjologiczne polegające na stosunkowo niskim poziomie tzw kapitału społecznego opartego na zaufaniu. Oczywiście punktem odniesienia są dla mnie Portugalczycy, którzy może nie są tak wylewni i hałaśliwi jak Hiszpanie, jednak z pewnością darzą się większym zaufaniem niż Polacy. Portugalczycy są opanowani, trochę chłodni, mówi się nawet, że jesteśmy Skandynawami południa, ale wobec siebie darzymy się ciepłem, uśmiechem, zaufaniem. To się przejawia w różnych sferach życia, od codziennych zachowań sąsiedzkich po współpracę zawodową, biznesową lub polityczną. W Polsce w kontaktach społecznych wykorzystuje się naiwność innych, a słowo frajer jest uznawane za przejaw pozytywnego kombinatorstwa. W Portugalii też kombinujemy, np. pokonując w różny sposób nadmierną biurokrację, ale staramy się nie robić tego kosztem innych. Jak ląduję na portugalskim lotnisku, to mam wrażenie, że wszyscy traktują mnie jak dawnego kolegę, są otwarci i pomocni. Polacy tym różnią się od Portugalczyków, że wszystkim się interesują, są oczytani, lubią podróżować – są trochę inaczej otwarci na świat.

Rozmawiał: Piotr Posada

Film promujący nominację fado

NAPISZ ODPOWIEDŹ - wpisy niezwiązane z tematem, wulgarne, obraźliwe lub naruszające prawo będą usuwane. Zapraszamy zainteresowanych do merytorycznej dyskusji.

Wprowadź swój komentarz
Proszę podać swoje imię